Czytasz wiadomości znalezione dla hasła: sukienki wieczorowe gwiazd
·
Ech, a co miały założyć? Kiedy kiedyś nieśmiało napomknęłam Planet iż uważam że odpowiednim strojem na After będzie wieczorowa sukienka czy coś innego - wieczorowego, dowiedziałam się iż jedyną oznaką szacunku dla gwiazd, pokazaniem im jak bardzo jesteśmy wierni - będzie sari Coż...
Ze swojej strony mam liczę na poczucie humoru SRK oraz na to, że jeżel będzie mu dane zobaczyć te foty - potraktuje to z przymróżeniem oka. Ja nie chciała bym za życia ujrzeć swego imienia z podgrzewaczy...
Czy w brązowej kurtce to nie Wafa?
I czy to cały tłum spod Velodromu?
|
ja to chyba swoje kiecki (wieczorowe) wszystkie wystawie na sprzedaz tyle mi sie ich uzbieralo. ..tylko u mnei problem odwrotny ze ja w biuscie musze zwezac...bo natura mnie nie obrdarzyla zbyt hojnie
[ Dodano: 20-05-09, 09:40 ] sukience jak na plaze z wycietymi dziurami na brzuchu
niektorzy to maja gow**o zamiast mozgu chyba...gwiazda ze spalonego teatru ktora popisac sie chciala....a nesety efekt byl pewnie odwrotny
|
Zgodnie z umową 5 głosów tak i zabawę wznawiamy  Agav witaj na forum  Edit, Oto i nasza nowa historyjka: Mała Jadzia patrzyła jak szary wróbelek zerwał się z miejsca i pobiegł do pobliskiego baru by napić się z małej studzienki, która stała przy malutkim stoliku, na którym leżał słodki pączek z truskawkowym nadzieniem nadgryziony lekko przez mole, które latały jak wściekłe po bardzo bolesnym zastrzyku na wściekliznę, bo bar odwiedzil niezadowolony i bardzo zdenerwowany wyszedŁ z domu wraz ze swoim malutkim laptOpem poszedl do urzedu, gdzie szalona pani z różowymi tipsami przystawila mu pieczatkę, która pO chwiLi znikła i pojawila sie na czole siedzącego obok niesympatycznego, lysego urzednika który nagle upadł z hukiem na dużo potłuczonego szkła w kolorze zielonym dzięki czemu wyglądało to bardzo ładnie co świadczyło o dobrym guście urzędnika ubranego w doskonały garnitur Ermenegildo Zegna doskonale komponujący się z czarnymi butami na wysoki połysk kupionymi w sklepie tuż za rogiem w którym sprzedaje przemiła pani Wandzia w średnim wieku która uwielbiała szydełkować w niedzielne popołudnia podczas gdy słońce promykami oświetlało ją nieskazitelnie białę bluzkę bardzo ładnie dopasowaną do jej spódnicy w kolorze zgniłej modnej jesienią zieleni promowanej przez firmę założoną w Mediolanie o dużym prestiżu wsród miejscowych tubylców którzy bardzo cenili jakość oraz wygodę a także piękne oczy mieszkających w tamtejszych stronach dziewcząt o smukłych sylwetkach ubranych w zwiewne blado różowe sukienki które bardzo chętnie jadły bigos z misek zrobionych z ślicznej chińskiej porcelany produkowanej w wielkiej fabryce czekolady, której pracowały kobiety, mające niezwykle wręcz długie zgrabne dłonie pianistek które z daleka przybyły na saniach ciągniętych przez wielkie stado dzikich byków, które postanowiły urządzić duże przyjęcie urodzinowe w jednej z podmiejskich piwnic na pobliskiej zielonej górce gdzie bardzo często zdarzały się dziwne zloty kilku czarownic obradujących nad sprawami nie czekających zwłoki, gdyż dotyczyły przyszłości naszego całego świata który jest taki piękny, że aż chce się żyć po to, żeby móc ugotować sobie pyszny i pożywny posiłek składający się z samych niezbędnych rzeczy które trzeba znacznie wcześniej odpowiednio przygotować na ten wspaniały i niezwykły wieczór, gdyż od wielu lat stanowi najważniejszy rytuał wszystkich mieszkających w okolicy plemion afrykańskich, które przywędrowały tu aż ze wschodu gdyż w poprzednim miejscu było tylko jedno w dodatku małe miejsce które tak często nazywane jest dość dziwnym określeniem bo trudno jest zobaczyć o co chodzi mu kiedy tak dziwnie chrząka ten mieszkający tam wielki dziwoląg który to właśnie przepędził zgraję małych kurczaków stanowiących podstawę wyżywienia nas i naszych najbliższych krewnych i wszystkich mających te dziwne obyczaje związane obróbką metali ciężkich czyli ważnych dla dziwnych ludzi z Wysp Kanaryjskich mających przepiękne dech zapierające w piersiach wszystkich uczestników tego spektaklu o tajemniczym tytule budzącym grozę w każdym napotkanym człowieku widział osobe mającą niezwykłe lecz magiczne spojrzenie z niespotykanym błyskiem w oku które olśniło nawet osobę o najtwardszym sercu i dzięki temu dał jej pobiegł na kawe do małej kawiarenki tuż obok ładnego sklepu galanteryjnego, w przyjemnej lecz cichej dzielnicy miasta, które nie należały do niej ale miały zabawne, kręcone włosy które w promykach słońca lśniły niczym gwiazdy nocą na sukni wieczorowej projektu własnego która skupiła wszystkich zgomadzonych w biurze czekających na poleciały do zamku aby odkryć kolejną wyspę pełną skarbów.
|
QM2 wolno wpłynęła na wody zatoczki, przy małej i uroczej wysepce. Zapadał wieczór. Słońce chowało się za horyzontem, jeszcze tylko ostatnie promienie odbijały się w szmaragdowej wodzie. Noc zapalała gwiazdy. Jedna po drugiej migały na granacie nieba, odbijały się w wodzie i błyskały srebrem. QM2 rozświetlona była kaskadą lamp, muzyka cicho niosła się w dal. Na pokładzie wolno spacerowali Ci, którzy wyszli z kajut, by podziwiać zachód słońca, by patrzeć jak noc swym czarem otacza wszystko dokoła. Jedni stali przy barierce i cicho ze sobą rozmawiali, inni usiedli na leżakach i o czymś dumali. Czyżby wspominali każdy nasz rejs? A może snują marzenia o następnym, w nieznane, jeszcze przez nas nie poznane zakątki?
Nagle muzyka ucichła i dał się słyszeć głos Anthei….”Chodźcie wszyscy do środka. Zaczynamy bal”…. Sala balowa przystrojona była lampionami i kwiatami. Czuło się zapach orchidei, zmieszany z wonią perfum. Panie były w strojach wieczorowych, czerwona sukienka Bagietki mignęła mi między tłumem w sali. Popatrzyłam uważnie i dojrzałam wszystkich, którzy pływali QM2. Nikogo nie brakowało. Uśmiechnęłam się i leciutko pomachałam ręką. Pozdrowiłam wszystkich, bo każdy z pasażerów był dla mnie kimś bliskim, był ważny. Nawet ten, który tylko przez chwilę płynął QM2, nawet ten, który z jakiejś przyczyny zszedł ze statku i dalej już nie płynął z nami. Ale pozostali we wspomnieniach i tam żyli.
Na środku Sali stali Anthea, Schu i Tux. Nasi wspaniali szefowie. To dzięki Nim mamy ten statek, mamy swoje miejsce, mamy możliwość płynąć razem. Otaczamy Ich kołem, podnosimy kieliszki z szampanem i radośnie wołamy…. „Niech żyje nasze FORUM…. Wszystkiego najlepszego w pierwszą rocznicę jego istnienia”….. Na twarzach wszystkich radość. Tyle razem przeszliśmy. Spokojnego żeglowania, ale i burz. Nie daliśmy się i wytrwale płynęliśmy dalej. Po wodach oceanu marzeń. Po wodach naszej wyobraźni. To piękne.
Muzyka zaczyna grać. Czas rozpocząć świętowanie. Wolno para za parą udaje się na parkiet. Kolorowe sukienki pań wirują, blask z lampionów oświetla rozradowane twarze. Nikt nie jest sam. Nikt nie siedzi w kącie. Wszyscy bawią się i cieszą. W tym dniu smutek odpłynął daleko, został schowany głęboko. Zmieniam co chwila partnerów. Chcę zatańczyć ze wszystkimi. Dziś króluje radość i śmiech.
Zmęczona siadam przy stoliku. Zamyślam się i wspominam wszystkie nasze rejsy. Ktoś staje za mną i cicho szepcze. … „Pamiętasz Viky swój urodzinowy bal?”…. Nie odwracam głowy. Nie muszę. Wiem kto to mówi i uśmiecham się leciutko. Zawsze w chwilach zadumy Przyjaciel jest blisko mnie. Nawet wówczas, gdy Go tak naprawdę nie ma. Niektórzy odeszli, ale On nie. Jest stale. Wstaję wolno i pytam… „Zatańczymy Tomku?”….. I już wirujemy w tańcu, wesoło przekomarzamy się, uśmiechamy do wspomnień.
Nowy taniec, nowa postać, nowa znajoma osoba. Tańczę…. Tańczę… tańczę…… Noc kończy się. Wszyscy są zmęczeni tańcami, ale radośni i uśmiechnięci. Znów rejs nas przybliżył do siebie. Znów poczuliśmy tę magię, która tylko na QM2 jest. Wolno opuszczamy salę balową. Niedługo znów wyruszymy w nowy, niezwykły rejs……………
PS....... Przeniosłam tu ten post. Pzrez pomyłkę wkleiłam go w Części I Marzeń......
|
Cześć!Sorry ,że się nie odzywałam! Słuchajcie wasze opowiadania są extra, bez wyjątku! Naprawdę! Daję coś mojego i proszę zapomnijcie o tamtym opowiadaniu bo nie mam pomysłu co z nim zrobić.Chyba że ktoś chce je dokończyć...
-Szybciej, no!-krzyknęła zdenerwowana już do granic wytrzymałości Bonasera gorączkowo naciskając na klakson. "Świetnie!Mac mnie zabije!" pomyślała patrząc na sznur samochodów. Od rana miała strasznego pecha.Najpierw złamała obcas przez co musiała wrócić do hotelu.Później wysiadając z samochodu do budki z kawami oblał ją jakiś dzieciak pistoletem na wodę krzycząc "Trafiłem hitlerowca!", a następnie rozładował się jej telefon.No i na końcu ten cholerny korek. W końcu z 40-sto minutowym opóźnieniem szczęśliwe(ironia) weszła do biura szefa.Mac spojrzał na nią zdziwiony. Stella głęboko wciągnęła powietrze. -NIENAWIDZĘ NOWEGO YORKU!-wrzasnęła ta, że ludzie na korytarzu na chwilę przystanęli. Zrezygnowana usiadła na krześle i spuściła głowę próbując nie wybuchnąć płaczem.Mac przysunął krzesło i usiadł obok niej. -Hej Stell, co jest?-zaczął tak łagodnie jak tylko mógł.Stella spojrzała na niego oczami pełnymi zmęczenia i łez. -Ja już nie mogę...Nie daję rady...-wyszeptała.Od czasu pożaru Stela wciąż mieszkała w hotelu.Nie miała czasu czegoś znaleźć. -No już dobrze...Ciii...-powiedział det. tuląc ją do siebie. -Przepraszam za spóźnienie i... koszulę.-szepnęła.Jego koszula była mokra od łez. -Zabiorę ci z pensji 20$.-zażartował.Stella uśmiechnęła się. -Stella...Wiesz że jesteś u mnie mile widziana. Stella spojrzała na niego. -Będę ci tylko sprawiać kłopot... -Wcale nie.No, nie daj się prosić... -No dobrze...Dzięki. -Nie ma za co.Przyjaciołom się pomaga.-odparł detektyw. Stell przytuliła go. Potem Mac i Stella wyszli z lab i pojechali do hotelu po jej rzeczy.Następnie Mac zrobił miejsce w szafie na ubrania Stelli. Dał jej klucze ,a sam poszedł do prac.Uparł się ,żeby dziś została. Przez pierwszą godzinę Stella czytała książkę,a potem z braku pomysłów poszła do centrum.Kupiła nową sukienkę wieczorową,bluzkę i buty.Do tego perfumy,szampon i inne kosmetyki.Gdy zaniosła to wszystko do mieszkania Macka ruszyła do spożywczaka.Miała zamiar zrobić kolację."Przynajmniej tyle będzie choć pożytku miał ze mnie".Gdy wróciła posprzątała w jego mieszkaniu i zaczęła robić kolację.W prawdzie Mac nie miał jakiegoś bałaganu, ale wiadomo że kurze szybko się zbierają. Równo o 18 przyszedł Mac. -Stella wró...-powiedział lecz gdy tylko wszedł do kuchni zaniemówił.Dom był wysprzątany tak, że lśniło a na stole czekało gorące spaghetti. -Pomyślałam że chociaż tyle będziesz miał ze mnie. Mac spojrzał na nią z uśmiechem. -Dzięki naprawdę nie musiałaś.... -Dobra, dobra.Siadaj bo wystygnie. Przez cały czas gdy jedli żartowali i wygłupiali się. -Wiesz co za takie pyszne kolacje możesz siedzieć u mnie ile chcesz bez płacenia czynszu. -Taa jasne!Jeszcze czego!I może mam jeszcze prać twoje ubrania!-żachnęła się. No a co ty myślałaś że przygarniam cię z dobrej woli.-udał poważnego. -O ty!-krzyknęła Stella i zaczęła gonić go po całym mieszkaniu.WE końcu to on ją złapał, rzucił na łóżko i zaczął łaskotać. -No i co teraz...-powiedział. Stella płakała przez śmiech. -Nie...błagam!!!!!!!-śmiała się.Nagle chciała się wyrwać przez co Mac wylądował na niej.W tym właśnie momencie zorientował się ,że zawsze patrzył na nią jak na przyjaciółkę, a teraz? Teraz spojrzał na nią jak na kobietę.Poczuł jej słodki zapach.Dostrzegł jej wspaniałą grecką urodę.Jej oczy wydawały mu się piękniejsze od jakiejkolwiek gwiazdy.Zdziwił się ,a zarazem zezłości na siebie, że zobaczył to dopiero teraz.Przysunął się do niej.Chciał posmakować jej ust.Pocałował ją, najpierw delikatnie potem coraz bardziej zachłannie jakby nie mógł nacieszyć się jej smakiem.Jego ręka zaczęła błądzić po jej ciele.Jakże przełomową i romantyczną chwilę przerwało pukanie do drzwi.Mac niechętnie wstał i skierował się do korytarza.Otworzył drzwi ,a jego oczom ukazała się... -Peyton? -Cześć, stęskniłeś się!?-krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. Stella wstała z łóżka i lekko wyjrzała zza drzwi.Widok Peyton całującej się z Mackiem dziwnie ją zabolał.Poczuła nieprzyjemne ukłucie w sercu.Przecież przed chwilą prawie się z nią kochał....Na palcach udała się do pokoju który teraz zajmowała.Delikatnie zamknęła drzwi i usiadła na krześle.Po poliku spłynęła jej łza. -Peyton!Przestań!Co ty tu robisz?-spytał Mac kiedy w końcu wyswobodził się z jej uścisku. -Przyjechałam do ciebie.To co mogę wejść? -E, wiesz nie bardzo... Z jej twarzy momentalnie zszedł uśmiech. -Ale dlaczego? -Bo u mnie jest Stella.Jej mieszkanie się spaliło ,a ja nie chciałem żeby spała w hotelu.-powiedział z nadzieją że to ją spłoszy.Peyton na wiadomość o tym, że jej odwieczna rywalka mieszka u jej lubego strasznie się ze złościła. -Co?!Wyjeżdżam na kilka tygodni a ty sprowadzasz tu tą wywłokę!? -Hej, nie nazywaj jej tak!Piszesz mi w liście że masz w Londynie rodzinę,dom i po kilku tygodniach przyjeżdżasz z pretensjami?!Sorry Peyton, ale to ty postąpiłaś nie fair.-odparł i zamknął jej drzwi przed nosem.Poszedł do sypialni potem do kuchni i salonu ,ale nie było tam Stell.Zapukał do pokoju naprzeciwko jego sypialni czyli do obecnej twierdzy Stelli. Usłyszał ciche proszę.Stella siedział tyłem do niego.Podszedł do niej. -Stella... Odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy.Były mokre od łez. -Czemu płaczesz?Coś cię boli?-spytał.Chciał ją pogłaskać, ale odtrąciła. -Co jest? -Co jest?Najpierw całujesz się ze mną,a za chwilę idziesz ,żeby kleić się z Peyton.To właśnie jest...-powiedział z wyrzutem.Mac szeroko otworzył oczy. -Ja...-Stella wstała.-To nie tak Stella. -A jak?!-powoli nie wytrzymywała. -To ona rzuciła się na mnie... Bonasera nie chciała tego słuchać i wyszła z domu. -Stella!-krzyknął za nią, ale ta trzasnęła drzwiami. Gdy wróciła było po 22:30.Mac czekał na fotelu.Usiadła naprzeciwko jego. -Stella martwiłem się...-powiedział. -Przepraszam. -Nie to ja przepraszam.Za wszystko...Za to w sypialni i to z Peyton...Zapomnijmy o tym.Przyjaciele? "Zapomnijmy.Przyjaciele" zabolało.Chciała powiedzieć ,że coś do niego czuje, że coś się narodziło w jej sercu.To zdała sobie podczas spaceru.A on mówi żeby zapomnieć. -Tak przyjaciele.-odparła i podała mu rękę.Mac uśmiechnął się.Stella poszła się umyć i spać.Mac też tak zrobił.Nie mógł spać.Nie wiedział czy zrobił dobrze okłamując ją, że są tylko przyjaciółmi.Nie mógł w to do końca uwierzyć....
|
|