cz.7
-Cześć mamo! Maria weszła do domu. A raczej do pięknej i luksusowej willi otoczenej wspaniałym ogrodem. Jej matka zarabiała grubą kasę jako menedżerka firmy konsultingowej. Wakacje na Karaibach, zimą wyjazdy na narty w Alpy lub do Peru, weekendowe zakupy w Paryżu, wypoczynek w luksusowych ośrodkach SPA w Islandii...-to było coś co Amy DeLuca wprost uwielbiała, a jej dwadzieścia lat młodsza córka wręcz nienawidziła. Teraz pani DeLuca siedziała w wyłożonym jedwabiem salonie, popijała prawdziwe włoskie espresso zrobione przez ich wieloletnią gosposię Gladys i przeglądała żurnal Marca Jacobsa. Na widok swojej córki, której bądź co bądź nie widziała dwa dni rzuciła tylko: -Och cześć kotku! Czy nie uważasz, że ten kaszmirowy sweterek jest uroczy?! Maria przewróciła oczami i przyjrzała się bliżej odzieży wskazanej przez jej mamę. -Hmm...jest w porządku, ale zlewał by się z twoim kolorem włosów. Poza tym ta cena- uważam, że to już lekka przesada. -Ależ kochanie- 6 tysięcy dolarów to pestka! W zeszłym roku wydałam dziesięc razy tyle na suknie! -Mamo, ale tamta suknia była od Chanel, z najszlachetniejszego jedwabiu, wyszywana kryształkami Svavorskiego i ręcznie ozdabiana! -OK, chcesz mi w ten sposób dac do zrozumienia że Chanel jest lepsza od Marca Jacobsa? -Nie mamo. -To dobrze. A skoro już jesteśmy przy ciuszkach to co ubierzesz na dzisiejsze przyjęcie? -Przyjęcie? -Chyba mi nie powiesz, że zapomniałaś o urodzinach własnej matki? Maria zerknęła dyskretnie na kalendarz wiszący na ścianie. Rzeczywiście, urodziny matki wpadały jutro, ale ona zawsze odprawiała je dzień przed. -Oczywiście, że nie mamo. Ale dopiero jutro masz urodziny, więc jutro dostaniesz prezent. A na razie mogę ci zrobić pysznej gorącej czekolady z bitą śmietaną!- próbowała się wybronić Maria -Nie, nie. Czekoladę zrobi mi Gladys, a ty w tym czasie oddasz się w ręce Jasmine. Jak na zawołanie Jasmine pojawiła sie w pokoju. Jasmine była to osobista stylistka mamy. Kiedyś pracowała w Vogue'u, ale ją wywalili. Potem przez całą dekadę była osobistą asystentką Donatelly Versace. Znudziło jej się jednak wykonywanie cudzych pomysłow, więc gdy dowiedziała się o ofercie mamy od razu postanowiła zaryzykowac. I tak mieszka juz z nami od pięciu lat. Jasmine ma czterdzieści lat, ale wygląda na dwadzieścia pięć. Mama Jasmine zawsze uważała, że dziewczyna powinna zostać modelką- odznaczała się nieprzeciętnym wzrostem(tera mierzyła 187 cm) i nieprzeciętną urodą do której przede wszystkim zaliczały się włosy. Były proste, sięgające ramion, miały kolor czekolady a przetykane były jaśniejszymi kosmykami o odcieniu kawy z mlekiem. Długa grzywka wpadała do zielonych, lekko skośnych oczu. Był to jej naturalny kolor, nigdy nie farbowała włosów. Maria odkąd poznała Jasmine, zawsze zazdrościła jej tego pięknego odcieniu. Sama była blondynką, jak większość kobiet w jej rodzinie. Dziewczyna wraz z Jasmine wreszcie dotarły do garderoby na drugim piętrze. Ta pierwsza zaświeciła światło i od razu jej oczom ukazało się mnósto wieszaków z najróżniejszymi sukniami, spódniczkami i spodniami. Były także ogromne półki, na których poukładane były bluzki i topy. Buty mieściły się na długich, niskich regałach. Przerwy między następnymi otwartymi szafami zapełniały wysokie lustra, których w sumie było pięć. Jasmine od razu skierowała się do sekcji z sukniami wieczorowymi i po chwili zastanowienia wyciągnęła drugą od końca. Była to długa, jasnoróżowa suknia z aksamitu ozdobiona duzą ilością cekinów. -I co o tym sądzisz?- spytała -Będę w tym wyglądać jak ptyś z kremem- odparła zniesmaczona i wyciągnęła krótką, czarną sukienkę z małą falbanką i doszytą czarną różą przy dekolcie- co ty na to? -Za skromna. A ta?- pokazała jej długą bordową suknię z tafty z ozdobnymi ramiączkami. -Dla starej baby. Nie masz czegoś lepszego Jas? Czegoś dla zwykłej osiemnastolatki? -Nie jesteś taką zwykłą nastolatką. Masz kasy jak lodu. Ale....ale chyba zanjdę coś bardziej odpowiedniego lda ciebie...- to mówiąc skierowała się do sekcji z sukienkami "na popołudnie". Poszperała tam chwilkę i po jakimś czasie na jej twarzy zagościł uśmiech tryumfu. Maria aż rozdziawiła usta. Jasmine trzymała piękną sukienkę mniej więcej za kolana zrobioną z jasno- i -ciemno zielonego muślinu, na którym wymalowane były dwa ogromne liście jeden pod drugim. Do tego wykończona była zturkusowymi koralikami. Cudeńko! Maria podbiegła do Jasmine i wyrwała jej suknie z ręki. -Oto mój wybór! Jakiego to jest projektanta?!- spytała zaciekawiona. -Hm....tak konkretnie tą suknię wykonałam ja- na twarz Jas wypłynął rumieniec -Jest twojego projektu?! Masz talent Jasmine!- Maria właśnie skończyła wkładac suknię- i jak wyglądam? Teraz z kolei Jasmine zamurowało. -Pasuje do ciebie jak ulał! Wyglądasz bardzo ładnie! Maria przejrzała się w lustrze. -Ma świetny krój. Uwielbiam rzeczy szyte na skos! -Dobra, dość tych zachwytów Przyjęcie zaczyna się o ósmej, a musimy jeszcze zrobic ci peeling, nałożyć maseczkę, wypełnić paznokcie masą akrylową, zrobic makijaż, zrobic coś z włosami i dobrać dodatki! Jest po czwartej! Nie mamy zbyt dużo czasu!
*** O siódmej trzydzieści Maria stała z powrotem w garderobie. Wyglądała ślicznie. Jasmine zrobiła jej delikatny makijaż i paznokcie. Również włosy zostały "odnowione". Jas wykonała pasemka w kolorze złotego blndu, co bardzo ładnie komponowało się z o dwa tony jaśniejszymi włosami. Również wycieniowała je trochę. Teraz wystarczyło tylko dobrać dodatki. Nie było to takie trudne- Maria od razu zdecydowała się na naszyjnik z masy perłowej, kolczyki i bransoletki z tego samego surowca oraz ładne klapeczki na malutki obcasie. -No teraz to już jesteś klasa dziewczyna!- roześmiała się Jasmine -Hehe, to tylko i wyącznie twoja zasłu... Do pokoju weszła Amy w swojej pięknej, czrnej, atłasowej sukni. -Maria ktoś do ciebie- zarekomendowała niedbałym tonem- Ślicznie wyglądasz. Jasmie, dobra robota! -A kto konkretnie?- spytała Maria -Nie wiem...wysoki chłopak, postawione włosy... Maria szybko zbiegła ze schodów nie zważając na okrzyki mamy. Już była na dole i otwierała drzwi... -Michael?
cdn
|