Zgadzam się, zdjęcia naszych rodziców są dla nas śmieszne, nie mówiąc juz o
zdjęciach dziadków, choc są to zdjęcia ROBIONE ZGODNIE Z OBOWIĄZUJĄCYM WTEDY
KANONEM MODY.
Moje zdjęcia były w plenerze, gością , rodzinie i man pobobały się- co prawda
parę pomysłó ściągnęłam od innych fotografów, ale oj fotogram dopasował je do
nas i wyszły super. Generalnie trzeba znaleźć fotografa który jest orginalny a
zarazem nie banalnyn i dopasowuje sie do kanonów mody ( umie się w nie wtopić
pozostając ponadczasowy)co nie jest łatwe, ale można takiego znaleźć.

· 

moim własnym zdaniem
Ja mam 165 i waże 62 kg. Nie czuje sie jakoś specjalnie grubo, bo nie mam
nadwagi, ale też nie zawsze jest mi z tym dorze. Moim własnym zdaniem to
podchodzenie do odchudzania zbyt poważnie to idiotyzm i mania. Tyle dziewczyn
mówi że chciało by być anorektyczkami lub bulminiczkami, żeby być szczupłe i
podobać sie chłopakom. Ja uważam że faceci którym zależy na tym by dziewczyna
była super szczupła robią to dla popisu przed kumplami, a i tak biedaczke
wystawia. Natomiast umieranie na raty dla tych dziewczyn zostanie. Od paru
dni przeglądam strony o tematyce pro ana i naprawde wystarczy spojrzeć na te
posty i zdjęcia, żeby zobaczyć że to choroba i cierpienie. Nobo jak możnna
samemu doprowadzać sie do takiej ruiny? To nie jest śmieszne.
Wydawało mi się że operator tego forum załozył je żeby pomóc tym dziewczynom,
a nie żeby pomóc w tym aby było ich coraz wiecej. Dlatego nie dobrze mi sie
robi jak widzę; jak zostać anorektyczka?
dzieks
mea

napisał:

> że tak inteligentna osoba wyrzuca nielegalną pornografię na publiczny
śmietnik.
> Interesujące jest to czy znany psycholog tak beznadziejnie "się podkłada", czy
> może jest to brutalna prowokacja jakiegoś "gówna"!

Raczej nie prowokacja, bo po pierwsze w jakim celu? AS nie był ani politykiem
ubiegtającym sie o fotel prezydenta, ani kolegą Wieczerzaka, ani właścicielem
kasyna, który nie chce płacić mafii. Może konkurencja z branży? Przecież to
smieszne. Po drugie: facet - jak rozumiem - przyznał sie do posiadania tych
zdjęć, a w domu znaleziono nastepne. Nie wypiera się, że to jego zdjęcia, mówi
jedynie, że potrzebował je w celach naukowych (nawiasem mówiąc super
tłumaczenie). A zatem prowokacja na 99,9999999999999999999999% wykluczona. Ja
wiem, że nie chce sie w to wierzyć, ale wszystko wskazuje na to, że faceta
kręciły dzieci. To jakis dramat. Co się z tymi ludźmi dzieje?

Fajna sprawa sama często wspominam „niebka” dziś dziewczynki tak się nie bawią,
a szkoda… Pamiętam jak cenne były historyjki z kaczorem Donaldem, a te
kompozycje kwiatowe ;-) dziś to śmieszne- ale urocze prawda. Super, że ktoś o
tym pamięta. Pozdrawiam i tak trzymać. Rozumiem że zdjęcia już do
obejrzenia?

· 

Jawa
Miesiac na Jawie minal bardzo szybko ((

Wnioski popodrozne:

- superłatwy kraj do podróżowania
- średnio tani
- upiornie wolno się jeździ (średnia 40 km/h), światło dzienne do
17:30, potem nie należy używać samochodu (motorynkowcy bez świateł)
- nie ma problemu z naszymi umiejętnościami jazdy, można spokojnie
siadać za kółko
- liczą w USD wszelkie atrakcje turystyczne, więc w tym roku pora na
wyjazd

Ceny
- bilet lotniczy - polecam emiraty, garuda na czarnej liście, więc
już z Europy nie lata.
- samochód na miesiąc 1000 USD z ubezpieczeniem full cover
- hotele - jak zwykle w Azji - dostajesz to za co zapłacisz, ale od
ok 40 pln za pokój można żyć godnie. Zdażają się perełki.
- jedzenie - super, nigdzie nie ma menu po ludzku, ale wystarczy
poznac kurczak, ryba, krewetki i juz nic nam nie straszne. Średnio
wielkie żarcie za 30 PLN na dwie osoby.
- meble, drzwi - super w Jepara, tanie, trudno tylko
przetransportować
- batik - ładny wszędzie, śmieszne pieniadze (ale nie myślę o
ubraniach, tylko obrazy)
- wulkany - wszędzie w dużej ilości, można chodzić po parkach
- plaże - kiepskie, nie ma co sie nastawiać na zabranie kostiumu
- atrakcje dodatkowe - występujemy w charakterze misia do zdjęć z
rodziną. Nie wiem, czy białas to taki piękny, czy taki brzydki. Ale
zdjęcia z nami kochają sobie robić.
- naciągają - tylko ciut ciut, nic to w porównaniu z Wietnamem.

A zdjęcia nasze będą za czas jakiś, podrzucę linka.

Marzena

leżaczek brevi, lakatator avent, nosidelko.....
mam do sprzedania sporo rzeczy dla niemowlecia. wszystko jest po jednym
dziecku, krotko lub prawie wcale uzywane, w stanie niemalze idealnym. sporo
rzeczy jeszcze na gwarancji. sa to m.in.:
-kaltator avent isis - jeszcze na gwarancji, doslownie raz uzyty (mnie sie po
prostu nie przydal), jedynie jedna buteleczka nosi slady uzywania jako, ze
sluzy nam do odmierzania jedzonka ,
-nosidelko na brzuch sophie - rowniez praktycznie nieuzywane, kupione za
smieszne pieniadze i sprzedam za jeszcze smieszniejsze , kolor ciemnozielony,
-lezaczek brevi baby rocker - rozowo-szary, z palakiem z zabawkami i daszkiem
na dowr, uzywny 4m-ce, wyprany, stan idealny, jeszcze na gwarancji,
-spiworek mothercare - welurowy, w srodku podszyty bawelna rozowo-blekitny do
8kg, moim zdaniem sliczny, niestety praktycznie nieuzywany jakoze corcie
niepotrzebnie od poczatku przyzwyczailam do kocyka i kolderki .
ceny sa naturalnie do uzgodnienia. moge przeslac zdjecia i bardziej
szczegolowe opisy. osoby zainteresowane prosze pisac na adres:
menderscy@wp.pl
ps. mam rowniez do sprzedania mnostwo innych rzeczy po corci, m.in. ubranka
(na razie glownie 0-3 m-cy) w wiekszosci mohercare i cubus. wszystko w super
stanie. prosze pisac z zapytaniem, a noz widelec cos sie znajdzie

Veronia - ciekawe jakie ćwiczenia będziecie robić, bo wygląda na to, że
Natalcia ma podobne objawy jak Mateuszek - asymetria ciała i słabe podnoszenie
główki. My ćwiczymy Vojtę no i jest już troszkę lepiej, choć do ideału jeszcze
trochę brakuje - ale jestem dobrej myśli. Napisz trochę więcej o tych uwagach
dotyczących przewijania, podnoszenia itp., bo może ja też coś nieświadomie
robię źle.... A córeczce ulegaj jak chcesz, bo w końcu kto ma nasze dzieciaczki
rozpieszczać jak nie my???

Ewa - super zorganizowałaś Mikołaja!!! Bardzo mi się podoba, że tak zadbałaś o
szczegóły Super! Mój Mateuszek wczoraj zachwycał się gadającą pomarańczową
małpą i też "Guuuuuuugał" do niej jak najęty ))) Małpa wydaje super
dżwięki "u-u-u" i inne śmieszne w zależności od tego za jaką część ciała się ją
złapie. Przyniósł ją sobie mały kuzyn do zabawy, ale podpowiem babci, że taki
prezent może kupić Mateuszkowi pod choinkę .

Widziałam Wasze nowe zdjęcia na Zobaczcie - śliczności te nasze dzieciaczki.
Bogusia i Majka są przecudne! A nasze chłopaki też im nie ustępują! Czekam z
niecierpliwością na nowe fotki

Życzę miłej nocki. Ja jeszcze czekam aż synek się obudzi na ostatnie karmienie.
Acha - dzisiaj pospał 9 godzin!!!!!! Do 11-tej rano hi,hi )))
Pa,pa!

Witajcie,

super-kasiatko - usciskaj urodzinkowo Buśka od kumpelki Polki z w-wy! Wielka
buzka!

happymama - my juz raz mielismy strone ale glowny problem polega na tym,ze zeby
ja miec to trzeba miec miejsce na jakims serwerze i sa takie gdzie mozna miec
np.na miesiac a potem trzeba zabulic.Tam gdzie mielisnmy bylo super i wszystko
zorganizowane juz tak ze tylko zdjecia wklejic i opisy i juz gotowe.Maz mowi,ze
nawet filmy mozna tam zamieszczac.I przez miesiac czy dwa dzialalo i kazdy mogl
wejsc i mozna bylo jako sygnaturke tu adres do strony zamiescic.Potem mnie
pytal czy chce juz na zawsze ta strone (co kosztowalo 100$)a ja tak dlugo
myslalam,ze w koncu wygasla.A teraz zaluje.I chyba jeszcze raz tam zalozymy.Jak
juz to zrobie to bede udzielac Wam wskazowek

Polka ma sie juz lepiej i szaleje z tym ga i da calymi dniami.Smieszne to bo
roznie intonuje :jak cos chce to rozkazujaco a czasem jakby pytala o cos a
czasem paple tak ,ze jej ojciec juz nie watpi ze jest nasza i ze jej w szpitalu
nie podmienili

a te Wasze przepisy to jakos w jednym miejscu sa bo ja kocham makarony i jak
czytam co gotujecie to az mi slinka cieknie.Nasz ulubiny to carbonara ale
chetnie cos innego upichce.Na pytanie :"co bys zjadl Kochanie?"odpowiedz
niezmiennie jest :"obojetnie - co zrobisz to zjem" i chyba naprawde mu wszystko
jedno bo nie ma reklamacji ale mnie juz inwencji tworczej brak co robic
szybko,dobrze i smacznie.

pzdr

Ja pisałam i to dość długo, w liceum, dokładnie mam to samo: życie beztroskie,
no może nie dokońca, ale problemy inne, teraz wydające się błahymi, randki, i
co chwila jakiś fajny facet na oku, koledzy, fajne imprezy, wyjazdy. Kiedyś
chciałąm je spalić i chyba dobrze zrobiłam, ze tego nie zrobiłam, ale
zastanawiam się czy teraz tego nie zrobić. Bo to nie są chyba pamiętniki, które
chciałąbym pokazać za kilka lat mojej córci...
A teraz wyobraźcie sobie, że tez piszę, ale w komputerku, zapisuję jakieś
ważniejsze wydarzenia, opisuję śmieszne zagrania Emilki, jakieś historie, opisy
niektórych dni itp. Nasze przeżycia. Założyłam taki plik, w którym mogę wpisac
coś ja i mój mąż, z adnotacją, kto pisze. Czytając teraz, to co było 1,5 roku
temu - nie pam,iętam już niektórych sytuacji. I to jest cudowne. Żałuję, że w
ciązy na to nie wpadłam, ale trudno i tak jest super.
A co najmilsze - zaglądam pod koniec maja do naszego pamiętniczka” a tu 26 maja
wpis mojego męża (który zagląda do niego baaaardzo żadko, ale zagląda), że
jestem cudowną matką, że mamy wspaniałe życie, że co by On i moja Misia beze
mnie zrobili. Popłakałam się ze szczęścia. To był najwspanialszy prezent na
Dzień Matki, choć przecztałam to już kilak dni po.
Polecam Wam! To nic nie kosztuje. Czasami siedzę w pracy i coś mi się przypomni
o Emilce i piszę wtedy maila, wysyłam do domu, w domu odbieram i wklejam do
pliku. I tak się wszystko Tworzy. Wklejam sobie tam też zdjęcia i jest już
kilka ciekawych stron z życia naszej córeńki

Cytruś dzięki za fotki, tera już wiem czym dziewczęta się zachwycały.
Faktycznie sliczne mieszkanko. Mężuś uśmiech ma ................. no nie będę
tu kadzić, bo jeszcze ktoś źle mnie zrozumie i podpadnę
Cytruś w kwestii teścików ciążowych i no-spy nie ma problema, tylko podaj
adres!!!!! A jeśli chodzi o testy owulacyjne to się w aptece
kupuje????????????????????

Romka, nie załamuj się jeszcze, bo jeszcze jest nadzieja!!!!!!! Ale doskonale
rozumiem o czym mówisz, bo całkiem niedawno też testowałam.

Asiulka....... ech zazdroszczę Ci tego wyjazdu Ciekawam, czy góral już jest,
czy jeszcze pracujecie ....... Baw się dobrze Kochana, a Pszczole będę
przypominać o urodzinowym wątku )))

Niteczko Tobie udało się spotkać z Asiulkiem prędzej niż my Pomorzanki.
Achżycie, ale fajnie, że się spotkałyście. Mam nadzieję, że Asiulek zgodnie z
obietnicą wyściskał Ciebie i Bartusia za na wszystkie.

Aniu dziękuję za cudne zdjęcia mieszkanka, Twoje i chrześniaczki..... no i
mężusia przy kompie. Już wcześniej mówiłam, że super z Was rodzinka i nadal
podtrzymuje, to co napisalam wcześniej.

A wracając do imprezki, było jak myślałam. Cieszę się, że mam to za sobą i
Pszczoła na pewno to potwierdzi (bo przypuszczam, że ma podobne odczucia). A
swoją drogą, to śmieszne, bo takie spotkania powinny cieszyć a nie
być "obowiązkiem do odklepania". Ale nie zawsze tak jest...... samo życie!!!

Pozdrawiam jeszcze weekendowo!!!I do jutra!!!
Ciekawe, czy któraś tu jeszcze zajrzy???????????

=======================================================
Jeszcze kilka uwag które zdziwią Was dogłębnie i posypią się dziwne i śmieszne uwagi pod moim adresem:

- randki internetowe - porażka, nie próbuj szkoda czasu. Bzdurne osobowości, kreowanie się na innych, szkoda kasy, czasu, odpisywania. Nie znajdziesz ładnej, porządnej, inteligentnej, ciepłej, uroczej fajnej i samotnej dziewczyny. Ale super miejsce na leczenie kompleksów zwłaszcza jak się ma własne dobre zdjęcia
- imprezy, knajpy - wbrew temu co się wydaje, kiepskie miejsca do poznawania drugiej osoby na całe życie. NIeodpowiednie warunki i Marnotrawienie czasu!
- kafejki - beznadziejne miejsca do poznawania nowych ludzi, brak miejsca na odpowiedni kontakt
- pijesz, palisz - jesteś cieniarzem. Pod wpływem alkoholu nic ciekawego nie wymyślisz. To zła droga.

Drogi założycielu wątku: Liczy się tylko 100% Twojej osobowości, ulica itd., bezpośredni kontakt. Jak na razie nie masz kompletnie nic z tych rzeczy które napisałem. Będziesz je miał, ale dopiero po tym co przeczytasz i jak zaczniesz ćwiczyć. Na razie jesteś na dnie, kompletne dno. Ale dostałeś już dużo informacji (w mojej wiadomości poniżej lub powyżej tej treści) abyś wiedział gdzie szukać. Jeśli zdecydujesz się mieć naprawdę kobietę i zastosować się do rad, wrócisz tutaj na forum aby podziękować za pierwsze kroki.

Twój ruch, powodzenia!
=======================================================

Mowimy o Centrum miasta
a przedtem mielismy pola w Centrum, nie jakies parki tylko trawe z drzewami. Aby
dojsc z jednego miejsca do drugiego w Centrum nalezalo chodzic kilometry. Nowa
zabudowa w Centrum jest potrzebna aby napic sie kawy czy zrobic zakupy a nie
zeby chodzic kilometry do kajefki czy do przychodni. Jezli ktos chce miec parki
i otwarta przestrzen to chyba nie w Centrum :-) zupelne pomylenie
przeznaczenia czy lokalizacji przestrzeni :-) Zdjecia sa super poniewaz
pierwsze to wlasnie robi sie Centrum a drugie to jest super ale jezeli chcemy
aby wygaldalo to w ten sposob to powinno byc raczej zlokalizowane na obrzezach
miasta a nie 100 metrow od PKN :-)
Oczywiscie mowimy teraz o zupelnie czyms wyjatkowym. Majac te mrowkoce w setkami
samochodow jest problem ale te mrowkowce wlasnie grabia rowniez przestrzen przez
odgradzanie i robienie z kolczatek i lancuchow parkingow (jestem ciekwa tylko
czy te samozwancze parkingi sa legalne i czy teren jest wlasnoscia tych
mrowkowcow??????) Czyli nazekamy na nowe budynki ale na olancuchowane parkingi
samozwancze juz nie :-) Chyba nikt nei ma najmniejszego pojecia jak rozwiazac
ten problem z samochodami z mrowkowcow :-)
Argumenty o swiatlo i przestrzen w Centrum moim zdaniem sa bzdurne i smieszne
:-) dziecinne, bazujace na komunistycznej architekturze gdzie przestrzeni bylo
pelno i nie mailo sie zadnego pojecia jak ta przestrzen wlasciwie wykorzystac
:-) Budowalo sie cokolwiek gdzie popdanie, w wolne miejsca sie sialo trawa i
sadzano pare drzewek a na potwierdzenie tego wszystkiego prosze wybrac sie do
Londynu, Paryza, Rzymu czy innego ocalalego w dosc dobrym stanei po wojnie
weilkim miescie :-)

ela_102 napisała:

> czy to moze złoscic..
>
> pl.youtube.com/watch?v=3dU1QmQ1sC8

Ba. Beema super.
A facet - materialista.

Ale ja mam inny gust .
Jeżdżę tym :

www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ec49ba781b0cc453.html

I tym :

www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/6a8c5e61efbc3143.html
A najbardziej wolę tak :

www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/0e0f76159111b7ff.html
I tak :

www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d846420673e106f3.html
Samochodem też jeżdżę .
Ela ... ponoć bardzo dobry ze mnie kierowca... :-))
Miałam nie tak dawno temu własnego,czerwonego garbusa ...przez trzy
lata ...
Jak myślisz < Elka ... stara baba w garbusie, albo na Quadzie - śmieszne to ,
czy nie ?
Zdjęcia wklejam , bo naprawdę nie wstydzę się swojego alkoholizmu.

************************************************

To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.

Moja mama jest nauczycielka ( w szkole podstawowej) i sama mówi ze ją bardzo
krepują prezenty od rodziców. Zwłaszcza ze zwykle sa ... bardzo wystawne (mama
nie chwaląc się jest fajna , bardzo lubiana nauczycielka - no ale jednak
rodzice czasami przesadzają )
Oczywiscie wszystko jest w dobrej wierze ale... rok temu dostała np wielka butle
perfum Chanell No 5 (ani ich nie lubi, ani nie uwazała by tak prezent był
stosowny (pomijając tez jego kwotę ). Rok póżniej skórzany neseser... I problem
- przyjąc, odmówić ? (tez nieładnie i by się obrazili) Kiedys dostała od ucznia
... koniak (bardzo drogi) . (no sorry... ale to juz lekkie przegiecie zeby 13
latek taszczył z domu flache z alkoholem na koniec roku - to był chyba jeden raz
kiedy odmówiła przyjęcia prezentu i naprawde była zszokowana pomysłem (przy
oakzji jest osoba nie pijacą )

Sam fakt podziekowania nauczycielowi jest bardzo miły - ale wydaje mi sie ze
naprawde kwiatki wystarcza ( jak ktos nie lubi cietych dawc to może być to jakiś
ładny kwiatek w doniczce), czekoladki ok - można poczestować dzieciaki . Mysle
ze jakas ramka czy albumik na zdjęcia tez ok - ale po co kombinować?

Jak juz nie kwiatki to pamietam ze np. moja mama najbardziej cieszyła się z
czegos nie kupionego tylko zrobionego przez dzieciaki - np jak żegnała
8-kalsistów, to zrobili oni wielki album gdzie wkleili swoje fotki , jakies
cytaty, podziękowania, smieszne rysunki etc. (no ale to się wszyscy razem zgrali
i zaplanowali i wyszło super).
matka sie prawie popłakała ze wzruszenia (czego np. pare lat później przy tym
chanelu nr 5 to nie zauwazyłam

To ja chyba jestem jakas nienormalna albo maniakalnie liberalna, bo moj
ostatatnio pojechal na dlugi weekend do Genewy odwiedzic znajoma, ktora zna od
15 lat... Widzialam zdjecia, bawili sie super w duzym gronie, spal w jej
salonie. Ja za to spedzilam weekend imprezowo ze znajomymi obu plci i plotkujac
przy litrach wina z najlepsza przyjaciolka.

Dodam, ze nie przepadam za owa znajoma mojego faceta, wiec oswiadczylam
stanowczo, ze nie jade (bylismy zaproszeni oboje), ale jesli on chce - droga wolna.

Chyba nie chodzi tylko o zaufanie. Chodzi glownie o poczucie wlasnej wartosci i
pewnosc siebie. Wychodze z nastepujacego zalozenia: jestem swietna, atrakcyjna
kobieta, moj mezczyzna mnie kocha i nie ma zadnego powodu aby szukac wrazen
gdzie indziej. Szalejemy za soba, wiec wszystko gra. Wzajemne zaufanie tylko
podnosi jakosc tego co jest miedzy nami.

Kawa ze znajomym/znajoma? Przeciez to smieszne!!!

Troche zaufania - WE WLASNE ATRYBUTY, LUDZIE!

Zgadzam się mniej więcej z tym co napisała Lucy_cu. Jak ktoś chce iść w jeansach
i kapciach na swój ślub a zdjęcia robić sobie starym pstrykaczem to jego sprawa.
Jak ktoś ma dużo pieniędzy i chce je wydać na super gites wesele to też fajnie.
Bo dlaczego by nie? Jestem tylko przeciwna hasłu "wypada". Bo wtedy się robi
wszystko na pokaz. Teraz dla mnie jest śmieszne wydanie kilku tysięcy na auto,
kamerzystę czy sukienkę. Ale jakbym zarabiała kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie
a nie kilkaset złotych jak teraz to byłoby to dla mnie pewnie zwykłe i oczywiste.
A wesele jest bardzo mocno podatne na presję otoczenia, wszyscy patrzą i wszyscy
oceniają. Często zapomina się, że to jest sprawa młodych i ich dzień (nawet oni
o tym zapominają) a nie rodziców, rodziny, gości i sąsiadów.

Ja wybieram Pola mokotowskie! Dużo zieleni, woda, jest gdzie pograć w piłkę i
dodatkowo na rolkach albo na rowerze można pojeździć bez nerwów, że blisko
jeżdzą samochody.
Dodatkow jest tam duż akcji happeningowych organizowanych, a to koncert a to
piknik. Teraz na pryzkłąd wystawili takie żubry śmieszne i wygladaja jak
prawdziwe, zrobiliśmy sobie przy nich super zdjęcia.
Polecam.

akurat FOTOS nam się spodobał i ostatecznie ich zamówiliśmy
po prostu trzeba wcześniej uzgodnić szczegóły

kręcili film na 2 ślubach na których byłam

wyszły 2 super dvd

ZERO gołąbków, gawronów, serduszek, splatających dłoni i tandetnych
zawirowanych/zamazanych kadrów aby przejść do drugiego/kolejnego etapu wesela
(nie wiem jak to się dokładnie nazywa

a Marfot jak się okazuje jednak niechętnie nagrywa - gościu strasznie kręcił nosem

Kośka filmów dawno nie widziałam - pewnie teraz wygląda to inaczej bo i na pewno
ma dobry sprzęt ale jakieś 15 lat temu (hehe) widziałam pewne nagranie które aż
przepełnione było ww "atrakcjami"

natomiast jeszcze weselej wygląda sprawa z fotografami :)
mają śmieszne ceny
my, po przeglądnięciu cenników jasielskich fotografów wybraliśmy w końcu
kamerzystę z Krakowa :)
bardziej się opłaca i robi śliczne zdjęcia

Pozdrawiam

myzyz Kolonko
Kolonko weźmie ślub z Weroniką!

Max Kolonko zaprzeczył krążącym od jakiegoś czasu pogłoskom o swoim rozstaniu
z dwukrotnie młodszą narzeczoną, Weroniką Rosati!
Zadzwoniłem do mojej Małej i powiedziałem: „Słuchaj, nie jesteśmy już
razem.” „Żartujesz?” odpowiedziała moja Weronika. Wystarczyło, że nie
skomentowała tych doniesień i już według dziennikarzy, którzy to napisali,
nie jesteśmy razem. To śmieszne i żenujące - powiedział prezenter, którego
Super Express spotkał na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie, gdzie
podpisywał swoją książkę Odkrywanie Ameryki.
Jeśli wierzyć Maksowi, wszystko zmierza ku szczęśliwemu finałowi, a on sam
dojrzał już do myśli o małżeństwie, domu i rodzinie. Jak sam mówi:
Dom mam, dzieci jeszcze nie, ale być może niebawem będę miał rodzinę.
Zgaduję, że zdjęcia ze ślubu i wesela pojawią się raczej w Super Expressie,
niż w Fakcie., który rozpisywał się ostatnio o rozstaniu Maksa z Weroniką
(Rosati i Kolonko: to już koniec!) i o jego problemach finansowych (Chałtury
Maksa Kolonki).
Dla przypomnienia - kilka zdjęć zakochanej pary zrobionych podczas pokazu
mody Teresy Rosati:
www.pudelek.pl/artykul/711

my zaczęłiśmy standardowo od Łazienek ale w wersji nestandardowej, bo zależało
nam nie na fotkach w Łzienkach jako takich ale na tym żeby na fotkach było
karmienie pawi i wiewiórek (mamy oba, jadły nam z reki, zdjęcia super!) teraz by
było jeszcze lepiej bo pawie mają okres godowy i panowie się pięknie teraz
zalecaja, rozkładając ogony

potem był rajd powarszawie. najpierw za BUWem rózowe jelonki - smieszne fotki,
potem pomnik/fontanna z syrenką przy nowym moscie, później starówka, trochę na
barbakanie troche na rynku, potem jeszcze na koniec przed pałacem kultury kilka
ujęć.

ogólnie pomysł był taki, aby na zdjeciach było widać "kawałek Warszawy" a nie
tylko drzewka i kwiatki. zdjęcia wyszły super )

Smieszne są ja bym zrobiła studyjne i parę plenerowych
Najmniej mi si epodobało zdjęcie z kubełkami coca coli- pod wzgledem
artystycznym super ale jako pamiatka beznadziejne
Przytocze tak a historyjke, moja kuzynka robiac zdjecia w studiu miała poze z
parasolem ogrodowym w kolorze teczy- koszmar

1. makijaz, wlosy, paznokcie - salon w hotelu sobieski, profesjonalna obsluga i
dlugotrwaly efekt
2. fotogra i kamerzysta www pozytywfilm.pl - ludzie po filmowce, zdjecia
piekne, montaz filmu profesjonalny - efekt jakbym prawdziwy film ogladala
3. ubranie meza- szyte na miare, smieszne pieniadze kosztowal, a lezal i
wygladal super
4. moja suknia -warszawa ul.kijowska, susan blanche
5. dodatki z zagranicy
6. samochod plus bukiet dla mnie i swiadkowej www.chrysler.waw.pl kwiaty swieze
przywiezione w dniu slubu przez kierowce samochodu piekne bukiety, wygladaly
lepiej w rzeczywistosci niz w katalogu i przystepna cena rowniez, a do tego
data slubu nie gra roli
7. zespol flesz-5 osob z lukowa, profesjonalnie graja od pnad 15 lat, grali na
slubach znajomych, sprawdeni i godni polecenia, niestety nie maja strony www.
my placilismy 700 zl 4 miesiace temu, a grali do 7 rano, wesele do tego bylo 25
grudnia
8. organista+flecistka, w duecie przepieknie, momentami myslalam ze to
skrzypaczka,

wszystkie nr telefonow moge podac prywatnie

moj pradziadek byl kierowniczym tramwaju w NYC w 1910. mam jego zdjecia i wpis
po zejsciu ze statku. Wrocil do Polski po 5 latach i zostawil w USA $50 na
koncie oszczednosciowym . Niestety bank juz dawno nie istnieje i chyba sie to
konto nigdy nie odnajdzie, ale samo poszukiwanie bylo super przygoda.

Co smieszne, moja rodzina byla tu duzo wczesniej niz rodzina mojego meza, a to
On jest obywatelem, a ja sie musialam ubiegac o zielona karte:)

> Mój ex wywołuje mordercze instynkty i we mnie i w moim obecnym
> partnerze. I pomimo, ze się starałam zachować to, co dobre,
> najlepiej byłoby dla mnie zapomnieć ostatnie 12 lat :(
> Tego samego chciałby mój luby. Czy to źle o nas
> świadczy?? Nie sądzę. To raczej samoobrona.

To dobrze, że masz lepszego faceta niż kiedyś, super.

> Ty też masz swoją przeszłość, o którą Twój facet też może być
> zazdrosny, nie pomyślałaś o tym? Papierek, jasne, ma ciężar
> gatunkowy. Ale przecież Ty też masz za sobą miłości większe i
> mniejsze, prawda?

Nie jestem zazdrosna o przeszłość. Wiem o największym romansie
jego życia, wiem, jak miała na imię. Pokazał mi zdjęcia.
To jego cząstka, jego przeszłość. Tamten związek się skończył
i ja czuję, że się skończył, że to już historia. Zdjęcia obejrzałam
z ciekawością. Moje byłe miłości też już wygasły, nie tęsknię, nie
mam ochoty się spotkać. Mąż też nie jest zazdrosny, bo nie ma o co.
Na naszej-klasie jest moje zdjęcie ze studniówki z byłym chłopakiem,
byłoby śmieszne, gdyby mąż miał być o to zazdrosny :-)))))

Uwielbiam swoją teraźniejszość :-)

dzisiejszy list
sluchajcie, a ja dzis dostalam list polecony
odebralam od listonosza, ale nie wiedzialam co to jest, bo nadawcy nie znalam
list jakis taki twardy, no nic - otworzylam i sluchajcie...okazalo sie, ze w tym
liscie sa wszystkie moje karty paltnicze, dowod osobisty, karty pacjenta do
luxmedu, legitymacja z pracy, zdjecia Ani i Marcina
przeczytalam list i okazalo sie, ze jakis facet (pracownik drogowy) znalazl przy
pracy na drodze Radom-Bialobrzegi w rowie moj portfel (o ktorym Wam kiedys
pisalam, pamietacie? ukradli mi go przed swietami)
portfel wyrzycil, bo byl zniszczony i zmoczony, ale przeslal mi wszystkie dokumenty
pieniedzy nie bylo - pewnie bylo tak, ze zlodziej mi ukradl portfel, pieniadze
wzial, a jak wracal do domu, to wyrzucil portfel z dokumentami (ktore mu
przeciez nie byly potrzebne)
jestem w szoku, ze znalazl sie uczciwy czlowiek, ktory chcial sobie zawracac
glowe i przesylac mi dokumenty listem poleconym - super ))
oczywiscie dokumenty (karty platnicze, dowod, karty do luxmedu sa juz
nieaktualne, bo wyrobilam nowe), ale sam fakt - ze sa jeszcze uczciwi ludzie na
tym swiecie )))))
musze mu odpisac i podziekowac - kurcze tylko poradzcie mi, bo sama nie wiem:
facet wydal gdzied ponad 5 zl na list - wiem, ze to smieszne pieniadza, ale sama
nie wiem czy mu oddawac te pieniadze...
Marcin twerdzi, ze samo podziekowanie wystarczy, bo czlowiek uczciwy i przeslal
mi dokumenty z dobrej checi, a nie zebym mu kase dawala i ze to moze go obrazic,
a ja juz sama nie wiem...moze faktycznie wystarczy samo podziekowanie?

kradzież samochodu -Słoneczny Brzeg
Moje wrażenia po pobycie w Słonecznym Brzegu po stracie samochodu są
bardzo kiepskie, ale od początku . W Słonecznym Brzegu
zamieszkaliśmy w hotelu (apartamentowcu) ELIT III. Na początku małe
rozczarowanie. Dojechalismy trochę późno i obsługa nie mogła znaleźć
naszych rezerwacji. Większość pokoi należy do hotelu a część do
właścicieli prywatnych. Trzeba być bardzo dobrze przygotowanym i
wiedzieć komu się zapłaciło. Później normalnie, w sumie dobrze.
Dodatkowe opłaty za pralkę i inne usługi. Kradzież kompielówek ,
które spadły z balkonu. Śmieszne , ale kolega zauważył jak pani
sprzątająca chowa jego kąpielówki ( może lubi męską bieliznę). Na
koniec było najgorzej . Wyszedłem przed hotel i na parkingu nie było
samochodu. Parking był przy hotelu, nie ogrodzony ale trzba było
przejechać przy budce strażnika. Na początku pani zapewniała nas ,
że nic złego nie może się stać, że jest super bezpiecznie. Po
kradzieży samochodu okazało się ,że pod hotelem jest parking.
Następne rozczarowanie przeżyłem po udaniu się do organów ścigania.
Jedynie co słyszałem to siedzieć i czekać .Tak spędziłem z pięć
godzin. Wiem ,że oficjalne zawiadomienie składa się przy tłumaczu ,
ale powiadomienie innych jednostek i zastrzeżenie granicy możnaby
było zrobić na bieżąco. Pewnie nic by to nie dało , ale jest taki
psychiczny komfort , że coś się robi. Spędziłem na Policji jeden
dzień i trochę drugiego, czekając na zaświadczenie ( Trzeba za nie
zapłacić specialny przekaz w banku). Przez czas spędzony pod
komisariatem trochę widziałem ,w sam raz znam się na tym i można by
o tym dużo pisać . Nie jest całkim bezpiecznie . Większość spraw nie
jest poprostu zgłaszanych . Ludziska zniechęceni odchodzą. Następne
rozczarowanie - Polski Konsulat. Po przedstawieniu sprawy , pani
powiedziała mi - " ma pan pecha". To ja już dobrze wiedziałem .
Człowiek po takich przeżyciach czuje sie bezradny i osamotniony.
Jedyn dobra rzecz w tej całej przygodzie to
ubezpieczenie "asistanse" w PZU. PO przefaxowaniu potwierdzenia z
Policji, już po kilku godzinach gotowy był plan powrotu. Taryfa do
Burgas, samolot do Sofii, samolot do Warszawy, pan na Okenciu ,
który zawiózł nas na pociąg i kupił bilety, taryfa pod sam dom (
ponad 70 km). Wielkie dzięki dla pana Piotra, z biura alarmowego
PZU, który wszystko organizował. Może ktoś przy okazji pobytu w
Bułgarii zauważy czarne Audi A6, może by spisał rejestrację .
Załącze zdjęcia . Pozdrawiam

Magda, sęk w tym, że ja nie mam zdjęcia (zeskanowanego) na którym jest cała rodzina - moja dzieci strasznie ruchliwe, nawet jak sie zbiorą do kupy, to mina któregos wyklucza ostatecznie dane zdjęcie z pokazania komukolwiek. Ale porobiłam ostatnio nowe - może tym razem się uda, ale jak to z fotografią tradycyjną - proces kończenia filmu, wywoływania go, skanowania trochę trwa. Jak wszystko dobrze pójdzie, bedziemy wszyscy w jednym i bede Wam mogłą pokazać.
Niedawno, ale już kilka lat wstecz, trzeba się było zapisać do przychodni - poszłam na początku roku, wypełniłam ankietę, a dzieci ciekawie zaglądały mi przez ramię. Wróciliśmy (a było to w mitycznych czasach, gdy zabawa Oli z Jasiem nie polegała na kopaniu i docinaniu sobie) i dzieci bawią sie. Ola rozdała młodszym ankiety (podobne jak w przychodni) i rozpoczyna czytanie pytań: -Jasiu, jak masz na imię?? -Jaś.
-A ja sie nazywasz? (tu był większy problem, ale jakoś wybrął, choć dobrą chwilę to trwało).
Następne pytanie: -jesteś małym chłopcem, czy dużym panem? A Jaś bez zastanowienia: - Będę strażakiem!!
Bardzo lubiłam wspominać sobie tą historyjkę, bo oglądać ją (mimo, że może w czytaniu, nie aż taka atrakcyja) było przekomicznie.
Inna sprawa, że te ciekawe, śmieszne i przeróżne historyjki z życia rodziny, trzeba od razu zapisywć, bo ulatują prawie tak szybko, jak sie zdarzają. (A ja nie zapisywałam i teraz nic mi nie przychodzi do głowy, choć mam wrażenie, że codziennie pełno u nas przesmiesznych zdarzeń)
- Własnie zbliża się szczególny czas w życiu mojej rodziny: WP (wielkie pakowanie) i tu na pewno humor (zapewne przeważać będzie czarny) mieszać się będzie z elementami horroru (mamo, ja nie mam w ogóle czystych majtek!!!) Ada trzymaj się!!!
Jola (wiem, że masz już sprawny komputer - super) - gdyby jednak (tfu, tfu) coś się zdarzyło, nadal jestem do usług!!!
POzdrawiam Jola

Ja bylam jako gosc zaproszona na weselny obiad. Para mlodych zdjecia zrobila
przed slubem, wiec po kosciele wszyscy pojechalismy na obiad do restauracji.
Restauracja była na wale miedzeszynskim nad wisla, ale dokladnie jak się
nazywala teraz nie pamietam. W kazdym razie dawno się tak nie ubawilam jak na
tym obiedzie i na pewno dlugo będę wspominac. Na poczatku podano obiad i wszyscy
jedli i było troche sztywno, wiec zaczelam się martwic się będzie glupio, ale
moje obawy się rozmyly kiedy to swiadek wstal i powiedziel ze panstwo mlodzi
ugoscili nas takim smacznym obiadem a my dla panstwa mlodych mamy prezenty. I
wtedy chlopcy wniesli naprawde ogromne pudlo obklejone i z balonami i ustawili
na srodku przed stolem. Swiadek wyjmujac prezenty mowil jakis zarcik, smieszne
powiedzonko, a goscie tez się dolaczali i tez mowili jakies zarciki. Prezenty
nie były drogie ale zwykle pamietam kilka np. wyjal jede smoczek dzieciecy i
powiedzial ze to dla dzidziusia a to – i wyjmuje pek ok. 30 smoczkow zwiazanych
kokarda- jakby dzidzius zgubil. Były jakies spinacze do bielizny, walek, piwo,
garnek i najlepsze to było zdjecia mlodych z dzieciecych lat w wielkiej formie
plakatu.Swiadek powiedzial jakby zona się zgubila na zakupach to tu jest
ogloszenie zguby, a jeśli maz wsiaknie na piwie to tez mamy ogloszenie
poszukiwawcze. Po tym mlodzi poprosili gosci o wpisy do ksiegi gosci a po
torcie, zaprosili gosci do zbiorowego zdjecia w ogrodzie a pozniej na ognisko i
grila nad wisle oczywiście w tym samym miejscu. Wyszismy do ogrodu a tu już były
przygotowane gril i ognisko. Wszyscy nie zostali tzn starsi goscie od razu po
torcie już się zegnali a mlodzi zostali na ogniskunad wisla- było super. Swietne
przyjecie i bawilam ekstra i tez nie było tancow.Grund to super swiadek i ekstra
pomysly Ktos na forum wspomnial o spacrze nad morze nie wiem czy wszyscy będą
chcieli pojsc srasi goscie może nie ale mlodzi. Ale się rozpisalam .pozdrowionka
))))

smieszne, ale ja zdecydowanie wole super zdjecia niz fajne tapety;)!

puchata ramka na zdjecia a w niej zdjecie calej klasy to super pomysl!:) uwazam
ze dobrym pomyslem sa prezenty smieszne, np.dlugopis z futerkiem swiecacy przy
pisaniu i do tego kartke ze nadaje sie tylko do stawiania dobrych ocen:) jezeli
to fajna babka to pewnie jej sie spodoba.

meldujemy się z wielką przyjemnością.
Myfmyf - Martynka też bezzębna.
Dziewczyny chętnie przesłałabym wam zdjęcia, ale nie mam aparatu cyfrowego a
wiecie że z normalnej kliszy to aż tak szybko tych zdjęć się nie robi.Jak tylko
będę miała nowe to napewno się pochwalę, bo jak chyba kazda z nas uważam że
moje dziecko jest prześliczne
Mój kiwaczek siedzi koło mnie w wózku i muszę czujnie obserwować czy nie fiknie
gdzieś na bok(ach te upadki).

A ja jakaś niezdrowa się czuję, trochę gardło, głowa, a nawet mam wrażenie że
gorączka ale jeszcze nie zdążyłam zmierzyć.Właśnie wróciłam z pracy i zaraz
sprawdzam czy nowy wątek istnieje.

Martynia ze swoim przyjacielem smokiem spędza naprawdę dużo czasu i nawet
dzisiaj z opiekunka postanowiłyśmy, że bedziemy się starały ograniczać jego
używanie, ale nie wiem co z tego wyjdzie, zobaczymy....

Gosiu koniecznie daj przepis na ciasto, ja uwielbiam piec, a jakoś nie mam
ostatnio nowych przepisów.

Używacie nowych pampersów?Miała być jakaś innowacja a ja szczerze mówiąc oprócz
wzorków niczego nie zauważyłam, bajeranci z tych producentów i tyle.

byłam dzisiaj na zajęciach integracyjno-adaptacyjnych w szkole - klasa I
technikum, sami chłopcy.Wszystkiego Wam nie opiszę, bo za dużo ale jedna
sprawa: mieli wymyślić pytanie(kazdy indywidualnie)które uważają za ważne,
śmieszne(ale bez chamstwa), które warto zadać drugiemu człowiekowi chcąc go
lepiej poznać.Były ciekawe, dowcipne, stereotypowe, wiadomo cały przekrój,
ale ......jedno powtarzające się"czy ojciec wchodzi ci do wanny gdy się
kąpiesz?"Uważali to za super dowcip....bez komentarza.

Pozdrawiam Aneta

Super to ujełaś Wiktorio )))))))
W życiu bym tam nie weszła,ale pomysł nie zły z suszeniem prania,mają ludzie
pomysły,a ten blok biedniutki,tynk zaraz odleci,a zdjęcia wrzuciłam sobie do
foldera''śmieszne zdjęcia''dzięki )


Olcia, fajnie, ze jest ok! ja mysle, ze nie bedziesz musiala rodzic tam gdzie
nie chcesz a waga sie nie przejmuj, chudzinko ja w tym okresie mialam na
plusie +11kg PP. wyglasz Julcie ode mnie

Chrumpsie, no wlasnie z tymi efektami diety to jest roznie. Alergia zaczela
znikac ale jakies 1.5tyg temu znowu pojawily sie krosteczki. Podejrzewam
jablka... to jedyne owoce, ktore teraz jem. I jednego dnia nie wytrzymalam i
zjadlam 4 albo 5 szt. No i sa tego efekty Krosteczki sa do dzis, takie
bardziej pojedyncze ale musialam odstawic jablka.

Monia, ano i ja mam plan zeby wrzucic na ruszt cos zakazanego np. mleko do
kawy. Ale jak napisalam do Chrumpsie krosteczki sie utrzymuja, musze odczekac
az znikna i wtedy sprobuje. Oczywiscie skonsultuje w czw z lekarzem co o tym
mysli... No wlasnie masz jakies 'trofea' z Kola?

Pytalyscie kiedys o prezenty tak wiec:
dla rodzicow i tesciow mamy takie fajne albumy na zdjecia zeby mogli w nich
trzymac foty Julci Fajne sa dlatego, ze okladka jest baaardzo dziecieca -
lokomotywa zrobiona ze skarpetki, no i jest miejsce na opisy obok zdjecia.
dla szwagierki mamy plyte cd - 'Lazy hours' (polecam super muza),
dla szwagra - etui na komorke w ksztalcie adidasa (on jest gadzeciarzem, i lubi
takie bajery ),
dla ich 6-cio letniej coreczki - sweterek, gre monopol, gumeczki i spinki do
wloskow (sliczne cukierkowe ) i naklejki,
dla mojego brata - smieszne bokserki
no i dla wszystkich smakolyki czekoladkowe
aaa, no i dla Jelenki kupilismy sweterek + taka gadajaca zabe, widzielismy w
sklepie, ze zrobila na niej duuuze wrazenie, wiec nie moglismy przejsc kolo
niej obojetnie
mamy nadzieje, ze prezenty im sie spodobaja, bo ciezko cokolwiek kupic zeby
utrafic. ciesze sie, ze juz mamy to za soba, bo nie znosze lazic w tlumach i
szukac czegos na przegrzebanych polkach.

Gość portalu: 123 napisał(a):

>
> Czy gdyby PZL Świdnik pozostał w "naszym" majątku, to mógłbym - na
przykład -
> liczyć na dywidendę z ich zysków?

1.tak: jakby sie polski przemysl (mogl) rozwijac ,a nie byl przez
pokolenia blokowany przez przekupnych decydentow to bylby
konkurencyjny i moglbys zbierac dywidendy; i nalezy tu siegnac do
lat 20-ch XX wieku.
2.rozumujac tak,ze jest nam wszystko jedno czy cos jest "polskie"
czy nie to najlepiej od razu wszystko sprzedac obcym wlacznie z
ulicami i wtedy poczujesz co to znaczy byc "lokatorem" we wlasnym
panstwie? Nie zapominaj,ze wbrew obietnicom ten, co ciagnie zyski i
ma prawo do jakiejs rzeczy ma rowniez wplyw na Twoje prawa (lub ich
brak) lub obowiazki.
Poza tym wracajac do przemyslu - czesto nasmiewamy sie ze starych
zdjec jakie to pokraki pokazywal nasz rodzimy przemysl i,ze nic
dziwnego,ze wszystko splajtowalo wiec lepiej oddac.
Otoz nieprawda: popatrzcie sobie chocby na zdjecia pierwszego
Porsche sprzed dziesiecioleci. Wygladalo tak samo komicznie jak
syrenka tylko,ze....tamten produkt mial szczescie,ze trafil na
madrego inwestora z kapitalem,rownie genialnego inzyniera,(ktory
rozwinal prototyp i stworzyl czolowke swiatowa w wyscigach) i
panstwo,w ktorym powstal ogolnie finansowalo i popieralo rozwoj i
badania nad nowymi technologiami. Natomiast (a troche siedzialem w
tym kiedys) zachodnie koncerny wysylaja ludzi po calym swiecie w
dwoch celach (czesto prywatnie ,bez rozglosu): szukaja talentow i
dobrych pomyslow i jesli cos znajda to zawsze nastepuje mniej wiecej
taka rozmowa: "jestes super - czy chcialbys dla nas pracowac (czesto
za pol darmo,jak pokazuje historia,a nawet bezimiennie - slawa MUSI
nalezec do nich! tak,tak). Bo ,jesli nie chcesz z nami pracowac to
Cie zniszczymy?". I niszcza: doprowadzaja goscia do utraty
pracy,zdrowia,zony albo dobrej opinii. I....konkurent znikl w
zarodku.
Paranoja? Smieszne? Nie,taka jest prawda tylko malo kto o tym wie i
jeszcze mniej chce (albo moze)o tym pisac!!!
Pisze to na przykladzie dwoch polskich inzynierow sprzed
dziesiecioleci,ktorych znalem osobiscie z racji swojego poprzedniego
fachu. Tego sie w zadnej prasie nie dowiecie!
Wnioski pozostawiam inteligentnym do wyciagniecia.

Moje skupione uwagi:)
Za dużo jest pisania pod każdym elementem osobno

SukniaZia. Ja cię w takiej pełnej tiulów stylizacji nie widzę. Nie widzę
cię też w długiej sukni. Ja cię widzę w tego typu klimacie
www.stylemepretty.com/lookbook/dolly-couture/wedding-dresses-2010/
Poza tym te skunie co ci się tak podobają mz piekne są na oficjalnych mega
retuszowaych fotach. Te zdjęcia "na zywo" wcale się nie bronią. Co więcej wydają
mi sie mega sztywne.

Obrączki tu akurat co to tych mokume gane masz moje popracie 100% -są
super. te pęknięte toporne strasznie.

dj i światłamnie osobiście (subiekywna opinia) strasznie męczy nadmiar
kolorowych efektów świetlnych i dym też... Jeśli już to zdecydowałabym się TYLKo
na ten wybrany wzór rzucany na ścianie. Po prostu dla wielu osób (nie tylko
starszych, choć to też) migajace, mieniące się światła są nie do wytrzymania i
męczą oczy. Dym śmierdzi mz. Zresztą nawet do wesela modern konwencja techno-
dyskoteki mi nie leży. jak już coś to zdecydowałabym się na jakieś łagodne
światła punktowe, albo coś w stylu tradycyjnej disco-kuli

video Znasz pewnie moje zdanie o video i sztucznych filmikach. Mega
pozowanych, pod scenariusz... Nawet jeśli te twoje są lepiej nakręcone to dla
mnie nadal żadna atrakcje. Ale za to taki filmik kręcony "z ręki" np przez
przyjaciela to już jest coś. I nie chodzi mi tu o film narzeczeński tylko o
filmik z wesela, slubu, życzeń. Tu nie chodzi o mega jakość, ale o naturalność,
o śmieszne sytuacje, wzruszenie a nie "uwaga, akcja... powtarzamy..." Zresztą
jeśli kupicie dobrą kamerę ( i tak was wyjdzie taniej niż mpstudio)a potem dacie
taki filmik do obrobienia to zapewniam was, że będzie fajniejsza pamiatka niż od
prof. kamerzysty. Zresztą natkie filmiki "z reki" mają swój klimat, czego w
żaden sposób nie da się powiedzieć o filmikach od wynajętego kamerzysty.

foto tu racja, nie pamietam co w końcu wybrałas, ale warto wybrać
prawdziwego FOTOGRAFA. A nie pstrykacza.

sala i menudla mnie bomba

Tyle na razie jak mi się coś nasunie to napiszę.

witam. proponuje spakowac sie w jakas mala walizeczke..sahel
podjezdza pod hotel i keirowca otwiera "luk bagazowy" w
autoakrze..wiec kosmetyki, ubrania na zmiane, buty..wsyztsko mozna
wrzucic. do autokaru propouje wziac aparat fot/kamere, wode i ewent
cos na przekaske. z woda nielzy pomysl-zeby wziac wiecej. ja bylam z
sahelem na safari tydzien temu i bylo baaardzo upalnie a ze jest
ramadan to w restauracjach po drodze 1,5 litra wody kosztowalo nawet
2,5 dinara!!chyba korzystali z okazji do zarobku bo malo barow
rpzydroznych otwartych-wiec ci oc otworzyli to zarobili;)
z dodatkowych rad-ja pojechalam w krotkich spodenkach i klapkach
zeby nog nie przegrzac, ale radze wziac sandaly lub adidasy -
pierwszego dnia po przesiadce do jeepow pierwszy postoj w oazie-
wjezdza sie droga płaską, ale do oazy prowadza po kamienistej
stromej drodze.. ja szlam z klapkach, niektore dziewczyny w
japonkach-dalysmy rade ale zla bylam na siebie ze adidasy zostawilam
w jeepie-no bo skoro wjechalimsy droga to sadzialm ze tak tez
bedziemy isc a zrobili z nas kozice gorskie..hiih-ale widoki super:)
aha..do jeepow tylko zabiera sie aparaty i wode..walizki z ubraniami
kosmetykami itp zostaja w autokarze ktory czeka pod hotelem.
hotel w miare ok-czysta lazienka, cyztsa posciel. daja
reczniki..ewent swoje reczniki do kąpania sie w oazie i basenie
hotelowym.
jedzenie na trasie w miare smaczne-nikt sie nie zatrul, trzeba
dokupic napoje do lunchu i kolacji.. poza tym napiwki-dla kierowcy
jeepa 1-1.5 dt, kierowcy autokaru, zdjecia w el jem-1dt, ...
na 2 dzien przejazdzak na wielbladach-daja smieszne stroje, ja
zalozylam dlugie biale spdnie zeby nie dotykac sie do wialblada
i "siodla"-spodnie nie byly brudne, przejazdzka super!!
pozdrawiam i goraco polecam ta wycieczke:))

Dla mnie takie dylematy są śmieszne. Zawsze byłam pracoholiczką, nie
miałam nawet prawdziwego urlopu macierzyńskiego w drugiej ciąży
(pracowałam na umowę-zlecenie, wykonując 100% swoich obowiązków i
dostając za to 100% wyngrodzenia. Więc był to dla mnie super układ.
Nawet w dniu porodu odpowiadałam na maile).

Teraz niestety od 4 miesiąca leżę plackiem w domu. Nie mogę chodzić,
siedzieć (powoduje to straszliwy ból, jakby ktoś mnie rozdzierał od
środka lub wbijał na pal), przejście 100 metrów (na badania krwi) to
jak wejście na Everest. Każdy dzień jest walką o życie tego dziecka.
Walką, którą mogę w każdej chwili przegrać. Ale wiem, że zrobię
wszystko, aby w razie najgorszego, móc powiedzieć, że walczyłam do
końca...

Dlatego, jak czytam komentarze niektórych dziewczyn, że ciąża to nie
choroba, to się wkurzam. Łatwo jest sądzić innych, nie będąc w ich
sytuacji. Czytając twoją opinię/rozterkę, częściowo rozumiem te
dziewczyny co tak psioczą na te lewe L4. Lecz niestety one do
jednego worka wrzucają te, które nie mają innego wyjścia i muszą
leżeć i te które chcą "sobie odpocząć".

Co zrobiłabym w twojej sytuacji. Zostawiła sobie część obowiązków i
wykonywała je w domu. Będąc na L4 nie możesz pracować na umowę-
zlecenie, ale umowa może być np. na męża (zleceniobiorca nie musi
osobiście świadczyć pracy, więc możesz ją spokojnie ty wykonywać). A
po porodzie podpisałabym z pracodawcą umowę-zlecenie i w ten sposób
będziesz miała podwójne dochody. Naturalnie wszystko zależy od
dziecka, czy ono pozwoli Tobie popracować. Moje w tym zakresie było
aniołkiem (nie wiem, co to znaczy nieprzespana noc). Mam zdjęcia,
gdy ona śpi na mojej piersi, a ja w tym czasie robię jakieś analizy.

W tej ciąży też myślałam, że tak będzie, ale niestety życie pisze
czasem swoje własne scenariusze i teraz już wiem, że w życiu jest
zarówno czas na pracę, jak i na bycie mamą. W wolnym czasie dużo
czytam odnośnie spraw zawodowych, uczę się intenstywnie
angielskiego, tak aby, gdy wrócę już do pracy (tzn. innej do tej nie
chcę wracać. Przy trójce dzieci bycie poza domem od 6 do 19 odpada -
daleki dojazd do pracy) być jeszcze lepszym pracownikiem niż byłam
do tej pory, a jednocześnie mieć więcej czasu dla moich kochanych
córeczek

Teściowa - problem stary jak świat ...
Jesteśmy małżeństwem od 3 lat. Na początku było super ( w kontaktach z teściową). Właściwie byłam taka zadowolona, że mam taką fajną teściową.Ale ostatnio (jakieś pół roku) w ogóle przestałam ją trawić.Zaczęło się nawet nie wiem kiedy, ale apogeum nastąpiło na współnym wyjeździe w WIelkanoc (ja i mój mąż, teściowa i moja mama - nie polecam wariantu). Moja teściowa kupowała sobie wszystko to co ja.Ja kupiłam sobie torebkę - to ona IDENTYCZNĄ (wybór był około 200-300 - a ona nie dość że taki sam fason, to jeszcze taki sam kolor) - Argumentując,ze razem przecież nigdzie nie będziemy chodzić. To ja żeby sobie poprawić humor - kupiłam sobie jeszcze jedną (były niedrogie) i ona tez sobie taką samą kupiła. Wtedy mnie szlag trafił totalnie.
Cały czas zmuszała mojego męża (swojego syna), żeby jej robił zdjęcia. Wszystko fajnie, ale w pewnym momencie przestało być to śmieszne gdy się okazało,ze jest ona prawie jedyną fotografowaną osobą.
Wszędzie się wpychała żeby nie płacić za siebie (np.ona sobie nie kupi wody do kolacji tylko weźmie od kogoś parę łyków !!!).Cały czas pisała do kogoś sms-y i ciągle kończyły jej się pieniądze na koncie - to jakby nigdy nic brała telefon mojego męża i sobie wysyłała z jego. Ja bym się chociaz zapytała, albo po prostuprzestała wysyłać sms-y, które są w Tunezji dość drogie.
Przeczekałam
Po powrocie teściowa do nas przyjechała i zobaczyła że mam nowe firnaki - to sobie kupiła identyczne. Mam wrażenie ze wszystko chce mieć takie jak ja, a mnie to już doprowadza do szału. Mówię mojemu mężowi, a on na to,ze nie widzi problemu.POza tym chce żeby jej kupowac różne rzecyz i przywozić autobusem (nie mamy na razie samochodu), bo ona mieszka w małej miejscowości a my w dużej i u nas jest taniej. No i mój mąż kupuje jej w Makro 9 kg proszku i wiezie autobusem 40 km. Już nie wiem jak zareagować. Pewnie powiecie, ze to nic takiego, a ja się cała gotuję.
Dziweczyny powiedzcie, czy ze mną jest coś nie tak ?? Czy z nią??

Śledzę Cię od samego początku jak tylko pojawiłeś się z pretensją ukróconego
wylotu. Potem bardzo podobała mi się Twoja relacja z hotelu Zahabia (
super!!! ), nagle zmiana o 100 stopni statek **** do bani. Ja pracuję dla
Triady 5 lat w jednym z oddziałów niestety nie w centrali i nie pozwolę mówić
że "wszyscy" pracownicy Triady mają złe podejście do turystów. Wiesz ja miałam
turystów w tym samym terminie co jechałeś (bo łatwo to spr. kim jesteś) i wiesz
są odmienne relacje - każdy klient jadący od nas z biura ma dokładną informację
jak wygląda statek - pokazujemy zdjęcia zrobionę tego roku na tym samym statku
i wiesz może dlatego my nie mamy reklamacji - mogłeś wybrać droższą ofertę jaką
oferuje biuro konkurencyjne i byłbyś na ***** statku i było by wszystko dobrze.
Cenę jaką zapłaciłeś odpowiadała standardowi jaką otrzymałeś. Są wypowiedz z
tego samego pobytu - i milusińsko się je czyta; typu:"ad. statek - czytałem
wątek Przemoa o statku Triady. Hm. Też plynelismy "AKHNATON"em i wg mnie było
ok. Luksusów nie było - ale należało się nastawić, że marmurów tam nie
będzie :) mieliśmy kabiny 306 i 310 (pierwsze piętro, prawa burta (parzyste
numery to prawa burta, nieparzyste to lewa), z przodu. Taki nasz 2*-3* pokój.
Aha - nie ma TV :)Przemoa narzekał na klime, koce - ale u nas klima działała (3
poziomy chłodzenia :), pokój czysty, łazienka też. Pokojowi codziennie czyscili
i sprzątali, nowe ręczniki układane w smieszne wzorki, minibasen (3x7metrów,
1,50 głębokości), leżaki (wstań rano i zajmij sobie - bo potem może być
problem). Stateczek mały - 80 pasażerów zabiera, a załoga około 50 osób :)
Przemoa nie napisał, ale statek miał wg mnie jedną DUŻĄ zaletę: wychodzisz z
kajuty na zewnątrz, na świeże powietrze - masz barierkę i możesz filmować lub
opalać się przed kajutą. A w 5* masz tylko okno (duże - ale co z tego) -
wychodzi się do "środka" statu - więc jeżeli chcesz wyjść na powietrze - to
musisz przejść przez cały statek i wdrapać się na najwyższy pokład.
No i AKHNATON to jeden z szybszych statków - wyprzedzaliśmy te wielkie
pływające hotele jeden po drugim. A co się z tym wiąże było sporo czasu na
zwiedzanie i chodzenie po miastach.
NO I JEDZENIE. PYCHOTA. Dużo, kelnerzy się uwijają, ciasta mniam, mniam :)
Jak będziesz miał urodziny - to masz jak w banku że zrobią ci tort - nam
zrobili tort z okazji Dnia Dziecka :] Śniadanka trochę monotonne - ale w końcu
co można wymyslać na śniadanie (aha - wędlinke to mają nieciekawą).
PS. Polecam kajuty z przodu statku. I im wyzej tym lepiej (301-314).
No i kremy z DOOOŻYM filtrem (minimum to 30).
Ceny na statku: piwo 15 funtów, woda 1.5l - 5 funtów. Wina nie piliśmy :)
Na lotnisku od razu rozmien 50$-100$ (koniecznie ze 20 funtów w 1 funtowych
banknotach) - podczas zwiedzania miast na własna rękę - 1 funciaki są
niezbędne :]
poz!

no właśnie - hmmm ....... Ale każdy ma swoje potrzeby. Tak jak piszesz sam
luksusów nie oczekiwałeś a jednak nie spełniło to Twoich oczekiwań . Ale moze
zaczekaj na odpowiedź - bo na rozpatrzenie reklamacji jest od 30 do 60 dni
zależy czy trzeba czekać na opinie pilotów i wtedy siej zamęt . Ja życzę przede
wszystkim samych miłych i uprzejmych i niekonfliktowych klientów w Twojej pracy
( jeżli pracujesz ) i w przyszłym roku "lepszych" wrażeń z wakacji.
pozdr

Oczywiście jest tam pelno naciągaczy… na jazde wielbłądem, albo-policja
turystyczna dorabia sobie wskazaniem pierwszego z brzegu kamienia, ze niby tu
wyjdzie super zdjecie i w ogole.

A propos policji. W pewnym momencie podchodzi dwoch. Biora Radka z dwoch stron
za raczki i szybkim krokiem , prawie biegiem odchodza. Lecimy za nimi. Na nasze
pelne pretensji pytania odpowiadaja „to zart” ZART!!??!! To widocznie ja się
nie znam na zartach. Tlumy ludzi! Slychac jezyki z całego swiata! Ogromna
przestrzen! A to mialbyc zart! Rzes stara się mnie uspokoic, ale ja-już
nakrecona i w dodatku przed okresem ;-) - wywalam im, jakze głupi i bezmyślny
to byl zart. Odchodza mamrocząc cos pod nosem. A ja sobie wyrzucam-moze
zeczywiscie za ostro zareagowalam?? Zwalam wszystko na barki hormonow.

A my idziemy dalej. Pod sama piramida staram się spojrzec na jej czubek-glowa
na maksa odchylona w tyl i udaje się. Jest ogromna!Tak bardzo bym chciala się
wspiąć na nia… Tak jak Andie MacDowel i Liam Nelson w filmie „Rubin z Kairu”
Jakze cudowny musi się z jej czubka roztaczac widok! Jakze orgastyczna musi być
świadomość, ze stoi się na szczycie jednego z najstarszych budowli swiata!
Niesamowite!

Dalej barka. Widok na Kair. Autobus. Podjazd na punkt widokowy. Seria
pozowanych zdjęć, rzut oka na wdzierający się na płaskowyż Kair i zjazd pod
piramide Chefrena. Zakup biletow (20le) i już wchodzimy do srodka piramidy.
Duchota która z niej bije oraz niskie, strome zejście-powoduje zmiane planow u
kilku osob, zwłaszcza starszych. Wycofuja się. My pchamy się dalej. Wszyscy
zgarbieni, wypychaja cztery litery w kierunku osoby idącej z tylu.. Tylko jeden
Radus drepta wyprostowany i ma jeszcze zapas luzu nad glowa ;-) przez co
wzbudza ogromna zazdrość, rozniez z naszej strony.W tym korytarzu sa dwa
miejsca, gdzie w suficie jest cos, jakby szyb. W tych miejscach każdy staje,
wciska glowe w ten niewielki otwor-by na ulamek sekundy wyprostowac kosci. My
tez tak robimy. I Radus, który strasznie nas we wszystkim nasladuje-tez!
Smieszne jest jak staje na paluszkach i nawet nie sięgając do otworu robi jak
wszyscy „ooo…” przeciąga się i zadowolony drepcze dalej ;-)
Nasza Slodka Malpeczka :-)

Teraz jesteśmy w komorze grobowej gdzie w koncu można się wyprostowac. Na koncu
komory znajduje się sarkofag wykonany z polerowanego granitu, a na południowej
ścianie widnieje nazwisko badacza tej piramidy –Belzoni, umieszczone przez
niego samego, oraz data 1818.

Wracamy ta sama droga. Radus jeczy i trzyma się za kregoslup jak wszyscy 
Wychodzimy na zewnatrz i od razu ubieramy okulary-ale sloneczko wali po oczach!
Ludziska wracaja do autokaru, który ich zawizie pod Sfinksa a ja postanawiam
zejsc na nogach. Wiec sobie spacerkiem schodze… patrze na piramidy… na Sfinksa…
odkrywam jego lewy profil ;-) robie zdjęcia… sloneczko swieci…ech…. Ale super
jestem odprezona, wyciszona, zrelaksowana… Bosko!

Przy Sfinksie odnajduje się z moimi Chłopakami i razem wracamy do perfumeri w
której już siedzi nasza grupa. No tak. Staly punkt programu. Na szczescie można
się tam napic zimnej karkade i w zasadzie tylko po to tam wchodzimy ;-)

Postanawiamy, ze na dzis zakończymy zwiedzanie. Jest 15 a my padamy ze
zmeczenia! Zreszta-jest ramadan, wiec i tak większość zabytkow już zamknieta
(Muzeum Egipskie w ramadanie czynne do 14:30!!)
Nie ma co przeginac, jutro mamy caaalusienki dzien do dyspozycji. Wracamy do
hotelu. Słodkie lenistwo nad basenem. Razem z Jarkiem i Marcinem, którzy
postanowili się do nas dołączyć planujemy jutrzejszy dzien.

Dzis już nic nas nie zaskoczy. Kolacja i wczesne lenistwo w gładkiej, zimnej
poscieli… No przepraszam. Jeszcze plac zabaw-przeciez nie mozemy mu tego
odmowic!
A jutro-KAIR!

Iwonka

witam,
bylam w kiroseiz na od 20.08 przez dwa tyg i musze powiedziec ze jestem
zachwycona! generalnie jestem osoba dosc wybredna wiec nie jest tak latwo mi
dogodzic jednak od poczatku hotel zbieral same plusy. bez dawania kasy
dostalismy super pokoje- nie od basenu co prawda ale jak sie potem okazalo to
lepiej bo bylo cicho a na basenie od rana do nocy dosc glosno. pokoj to 1235, na
2. pietrze. pokoje przestronne, oczywiscie z klima, indywidualnie regulowana,
duza szafa w przedpokoju, duze loze malzenskie, lodowka, biurko, komoda i tv.
lazienka moglaby byc nieco nowsza,ale i tak byla ladna i czysta. sa reczniki,
suszarka i oczywiscie papieri serwetki, mydlo w plynie wszytsko wymieniane/
uzupelniane przez obsluge. w pokoju jest tez taras z fotelami plastikowymi ale
glownie sluzyly nam one do suszenia rzeczy sam budynek hotelu jest bardzo
ladny, przestronny, widny, elegancki, sa windy. jesli obejrzycie zdjecia na
strone threecorners.com to tak to wyglada w rzeczywistosci, moze nawet ladniej.
w hotelu sa sklepy z "pierdolami", ciuchami, zlotem, srebrem, jest bank, lekarz,
disco ( w all inclusive), kino (nie bylam), bary (Waves bar najlepszy ) i
pewnie i tak cos pominelam baseny sa 4, tzn jeden duzy- glebokosc od bardzo
plytkiej do ok 1.80 (chyba podgrzewana woda), drugi mniejszy, glebokosc ok.1.20-
1.80m, brodzik dla dzieci i w czesci ktorej nie zwiedzilam ale byli znajomi-
aqua park dla dzieci i jakis basen jeszcze. przy baseach sa bary, sa
restauracje,ale ile to na 100% nie powiem bylam w 3 ale jest wiecej podobno
jedzenie bardzo dobre, zroznicowane, oprocz sniadan, choc nie wiem co innego na
sniadania mogliby wymyslec- sa platki, mleko, wszytko do kanapek i duzy wybor
pieczywa, jajka na twrado, w "live cooking station" pan smazy omlety i jajka
sadzone na zyczenie, sa nalesniki, pomidory faszerowane, wedliny, sery, owoce i
jakies smieszne rzeczy robione pod anglikow chyba- fasolka na cieplo, puree
ziemnaczane do picia herbaty rozne, kawa, kakao, czekolada. wszystko bez
limitu w allinclusive. na lunche i kolacje sa rozne rzeczy na cieplo, tu nie
bede wymieniac,bo nie da rady,ale sa zupy, mieso, makarony, ryze, owoce morza
itp itd. wszystko pycha i swieze. w all inclusive objecie sie do syta i opijecie
tez nie wydalismy nic na zarcie na tym wyjezdzie. czasem cos na wode jak
bylismy w miescie. alkoholi do drinkow leja szczodrze i jest duzy wybor- wodka,
tequla, gin, piwko itp itd
jeszcze pare slow o obsludze, ktorej naleza sie najwieksze pochwaly- sa zawsze
mili, usmiechnieci, pracuja jak mrowki, nie sa nachalni (poza paroma
komplemenciarzami bakszyszu nie wolaja chociaz i tak zostawialismy.
klatwy nie mielismy, co tez jest pewnym dowodem czystosci w hotelu i
restauracjach. wode pilismy te z baniakow w hotelu (na poczatku dostajemy
butelke duzej wody do pokoju potem uzupelniamy do woli z automatow) mylismy nia
zeby, ale potem nawet pilismy napoje z lodem
troche sie rozpislalam,ale wiem ze czasem przed wyjazdem szuka sie takich
opisow, wiec mam nadzieje ze dalam Wam jakis obraz hotelu. jedno moge
powiedziec, nie wahajcie sie, nie zawiedziecie sie. milego pobytu!

mieszkam w domu studenckim w centrum europy
sztuk osob zamieszkujacych - 30
sztuk polakow - 1, ja
sztuk azjatow - 2
sztuk afrykancow - 1
reszta miejscowi europejczycy w kazdym calu
dom studencki charakteryzuje sie tym, iz posiada wspolna kuchnie
i lodowki w ktorej wszyscy moga przechowywac swoje rzeczy niezbedne do
przechowywania w lodowce
efekt - polaczka wkladajaca do lodowki swoje jedzenie po probie go odnalezienia
stwierdza ze jedzenie ktos zjadl, czyli profilaktyczne chyba dzialanie na
obecnosc polaka w domu studenckim,
ale w sumie nie prawda to, bo i innym ginie w ten sposob jedzenie, i to nie
plasterek szynki z opakowania szynki gdzie plasterkow 10, tylko plasterkow 10
cale w sumie, opakowanie zostaje w lodowce puste
azjaci karmia sie sami i wprost nie mozna sie nadziwic ze ich sytuacja
materialna jest tak dobra, ze jedza ponad stan, co dziwne, nawet szafeczki
ktore mozna zamknac na klucz zostawiaja otwarte, wiec pozostaje do wyboru 26
wrecz europejskiej nacji i jedena afrykanska nacja
jako polak w kraju ponoc uczciwym czuje sie dumnie, narescie moge stwierdzic ze
to mi kradna, a nie ja kradne

drugie
pracowalam jako pomoc domowa
w pewnym dosc dobrze ponoc prosperujacym domu, w owym kraju
czasami zdarzalo sie pranie
sztuk bielizny osob doroslych, sztuk dwie dorosle osoby
dawalo sie policzyc na palcach jednej reki
choc pranie pochodzilo z jednego tygodnia

kolezanka pracowala podobnie
u bardzo bogatej rodziny
miala do prasowania ubranka dzieci, sztuk cztery dzieci
najstarsze mialo piekne i nowe ubranka
najmlodsze mialo ubranka pospierane i przenoszone przez reszte rodzenstwa
i nic nowego dzieciatku najmlodszemu sie nie trafialo

kolega zakochal sie w obywatelce tego kraju
odkochal sie szybko po stwierdzeniu
ze sztuk majtek posiada jedna
jakos go to obrzydzilo
a osoba owa prosperowala super dobrze

grupa osob
typ europa jak najbardziej w kazdym calu
wyjezdza w srodku zimy
na tydzien na wakacje w polskie gory
przygotowanie: cienkie gatki i skarpetki
brak szlika
brak rekawiczek
buty zimowe typu kalosze rolnicze
efekt: podpity goral ktory robi zdjecia
z psem owczarkiem
malo nie pada z wrazenia na takie przygotowanie
dalszy efekt - oddaje swoj szalik nowoprzybylym do polski skapcom europejskim
bo moja kurtka byla wystaczajaca
zeby sie ogrzac
oddaje rekawiczki, bo kurtka j/w
ps, nie jest to kraj z poludnia, dobrze raczej z polnocy

podsumowanie
smiejmy sie z kazdej nacji i nawet z samych siebie,
bo to najlepsza droga do sie zastanowienia
nad tym czy to robimy jest smieszne dla nacji ktora bedzie z nas kawaly robila
czy my, ktorzy bedziemy robili kawaly
z innej nacji
ale poznajmy najpierw powody
a pozniej dopiero sie smiejmy
bo wyjatki sie zdarzaja
a ludzie ludzmi sa

Bah7 zdjęcia super - niby to wszystko widziałem ale na MOICH zdjęciach wygląda
to jak okolice PGRu w Babulewie Dolnym.
Poza Eleną... jej nie było akurat.

Wracając na wyspę... Środa, rano tradycyjnie wyszło słońce więc przed
zwiedzaniem stwierdziliśmy że dobrze by było walnąć się na godzinkę na plaży a
ponieważ obok było Sotavento to 5 minut i byliśmy na miejscu... Miejsce w którym
zakochaliśmy się 3 lata temu po wizycie wtorkowej na Cofete straciło 50% swojego
czaru i jakoś am się tam przestało podobać więc szybak decyzja i jedziemy do La
Pared. Tam dla odmiany jest... inaczej tzn fajne małe plaże z drobnym
piaseczkiem - wieje ze 3 x słabiej niż z drugiej strony wyspy, surferzy uczą się
na falach... ale najfajniejsze jest otoczenia takie śmieszne górki jakby
zastygnięte babki z błota stawiane przez olbrzyma :):):)
Pisząc wczoraj o Cofete zapomniałem dodać że jadąc na plaże po stronie
zachodniej mamy dodatkowy bonus w postaci fal :) fale są takie że stojąc z
dzieckiem w wodzie do pół łydki zostałem przewrócony, zmaltretowany i wyrzucony
na brzeg i całe szczęście że mała miała kamizelkę... ale w sumie zabawa niezła.
Oczywiscie w La pared było podobnie stąd ci surferzy.
Poza małymi plażami i górkami jest w La Pared jedna knajpa i nic więcej. Więc
koło 12.30 wróciliśmy na obiad a po jazda dalej...
Wyruszyliśmy wybrzeżem w kierunku stolicy żeby w rejonie Gran Tarajal skręcić w
głąb wyspy na Tuineje, ten kawałek był nieciekawy natomiast droga z Tuineje do
Betancurii przez Pajare sprawiła że zatęskniłem za motocyklem... zakręty,
zakręty i jeszcze raz zakrety w górę i w dół i piękne widoki i przepaście... a
na przełęczy Degollada de Sice parking oblężony przez oswojeone wiewiórki skalne
(tak je nazwałem) które jadły z ręki dawały się głaskać a było ich ze 125 :)
Potem Pajara z uroczym kosciółkiem i wreszcie Betancuria... Nie dajcie się
nabrać na drogowskaz Castillo de Lava jakieś 3 km przed Betencurią - może kiedyś
coś tam było le teraz jest to po prostu miejsce na piknik z placem zabaw i
stolikami :) a trzeba do niego dojechac jakies 3-4 km
Betencuria - jestem takim dziwnym facetem na którym nie robią wrażenia
przesadnego żadne dzieła rąk ludzkich (wyjątek Haghia Sophia) i zdecydowanie
wolę oglądać dzieła natury więc ani Betencuria ani Antiqua to dla mnie nic
specjalnego. Z Antiquy wróciliśmy na wybrzeże drogą do Caleta de Fuste żeby
przypomniec sobie miejscowość gdzie bylismy tydzien 3 lata wczesniej. I powiem
szczerze że mimo paskudnej plaży jako miejsce wypadowo-rozrywkowe Caleta to
lepszy wybór niż Costa Calma. Uwaga - ceny kosmetyków zdecydowanie niższe niż
gdzie indziej :)
Stamtąd już po zmroku powrót, kolacja i szykowanie się do Lanzarote w dniu
następnym. cdn :)

Ja też miałem honor......
Nie wymieniłeś polonistów, a tam na szczególne wyróżnienie zasługiwała prof.
Wanda Pilch, która zawsze podkreślała, ża najlepsi poloniści są w klasach
matematyczno-fizycznych. "Wandzia" uczyła nas, że nie po to uczymy się
literatury, żeby posiąść jakieś encyklopedyczne wiadomości, czy małpować po
krytykach literackich. To tylko środek. Ja chcę was nauczyć sprawnego
posługiwania się językiem polskim. I nauczyła nas! Chociaż myśmy jej odpłacali
się dość średnio. Niejednokrotnie nasz bełkot, właśnie brak umiejętności
wysławiania się doprowadzał jądo pasji. Wspaniały pedagog!

Ta szkoła żyła. Żyła w czasie lekcji, żyła i po lekcjach.
Harcówka. Nie sposób wymienić tu hm. Krężlewskiego harcerskiego dobrego ducha
tej szkoły. To dzięki niemu harcerstwo nawet odziane w śmieszne koszulki od
galowych mundurów instruktorskich dalej było harcerstwem. Harcówka była
wspaniała, tam się czuło jakby siedziało się o ogniska. Prawie wionęło dymem z
ogniska. Czy ktoś jeszcze pamięta ten księżyc w oknie harcówki? Poświetlony za
pomocą żarówki siluet sprawiał wrażenie, że i do piwnicy księżyć zagląda.
Klub etnograficzny. Pasja biologa i harcerza pani prof. hm. Cipior.
Szaleństwo fotograficzne profesora Czesława Chmielewskiego. Na ogrągło
fotoreportaże, dokumentacja życia szkoły na każdym kroku. I jego twarda ręka do
opierniczania za zdjęcia złej jakości.
Dyskoteki ogólnoszkolne - niestety tylko do czasu jak dyrektor Witalis Brągiel
wkurzył się, bo na dyskoteki zaczęły wchodzić łobuzy z miasta, różnego rodzaju
chuliganeria ze śródmieścia, dobrze znana dzielnicowym.
Zabawy klasowe. Super. Wszytskie studniówki były w szkole. Nie jakaś tam knajpa
jak teraz.
Kółka matematyczne, fizyczne. Mimo braku swojej sali gimnastycznej był też SKS!
KOniecznie należy wspomnieć prof. Gliwińskiego, obecnie nieformalnego przywódcę
Pasieki w walce z obwodnicą. Pan profesor był wspaniały. Nigdy nikogo nie
szykanował za brak umiejętności sportowych. Oceniał tylko za zaangażowanie.
Jeśli nawet byłeś ostatnia oferma, ale na WF pokazałeś, że wuefu i profesora
nie olewasz - zawsze była piątka. Gliwiński nidgy nie gonił palaczy, ale zawsze
mówił - nie palcie, bo ze sportu będą nici. Niestety kreciąrobotą robili mu
opolscy sportowcy. Zaproszony na spotkanie Wojtek Tyc przyciągnął sobie
popielniczkę po zaoczniakach i siedząc w auli razem z Piechniczkiem puszczał z
dyme "Klubowego" za "Klubowym". Biedny Gliwiński płakał: "Młodzież mi teraz
powie, że pan Tyc piękne bramki strzela i pali!".
Prof. Kazimierz Merha wymaga zdecydowanie dużo większego wyróżnienia. Ten
szalony biolog, twórca szkolej wystawy awkarystycznej i szkolnych wolier z
ptakami był oryginałem jakich już się nie spotka. Szydził z naszej niewiedzy, o
komórce musiałeś bracie "o każdej porze dnia i nocy z najgłębszego snu
wyrwany". Koloryt języka profesora, jego dowcipy, jego kpiarstwo, a przede
wszystkim jego nieprzewidywalność zapadły nam wszystkim w pamięć. Takiego
gościa chyba nie było wśród opolskich belfrów! Trochę przed moim przyjściem do
szkoły potrafił w maturalnej klasie postawić 6 niedostatecznych i całe grono z
dyrektorami nie było w stanie nakłomnić go do zmiany decyzji. Na moje szczęście
profesor "odpuścił" sobie krótko przed moim przyjściem. Potem już 3 mógł dostać
każdy. Ale 5 była raczej niedostępna.
Plastyka u Grobelna była poezją. Nie obrażając pani profesor należy wspomnieć,
że miała ona wśród uczniów pseudonim "Golda" z racji pewnego podobieństwa do
Goldy Meir. Pseudonimy miało wielu nauczcieli. Najbrzydszy był Giedroycia, więc
o nim nie wspomnę, bo i nie warto. Natomiast na wyróżnienie zasługuje nick
najsłynniejszego historyka dwójki - profesora Szewczyka, którego z racji
mizernego wzrostu i profesji nazywano Pepinen Małym.
Muszę kończyć, bo żona mnie wygania.
Na razie.

W niedzielę dotarliśmy do naszego-"nienaszego" domku. Naszego - dla nas,
dwunożnych, nienaszego - dla... Madzi! Trwa trudny okres adaptacji ,
dokładnie tak jak dwa tygodnie wcześniej u dziadków. Znowu łazienka nie ta i
stężenie tlenu w powietrzu nie to..., no i sobie na pochybel rozpuściliśmy
dziecko do hamaczka, bo tak było szalenie wygodnie, a tego hamaczka rzecz jasna
w domu nie mamy... nie mamy nawet miejsca na hamak. Wystarczyło, że nie pada i
już można było w hamak, im "huczniejszy" wiatr, tym Madzia dłużej spała
Starsze dzieci też jakoś przeżyły, Marek zrobił sobie dom na drzewie, a
właściwie platformę do rozbudowy ), super mu to wyszło! Ojciec i dziadek
pękali z dumy!, Anka się nie doczekała na ani jedną z zapowiedzianych pięciu
koleżanek, serce mi pękało, kiedy patrzyłam na jej rozpacz - to ta ciemna
strona, bo Ania potrafiła sobie jednak znaleźć fajne zajęcie zawsze i wszędzie.
Kijanki i robale w oczku zrobiły zapewne imprezę, kedy się zorientowały, że
wyjechała!
A ja o mało nie płakałam przy wyjeździe! Pogoda zrobiła się przepiękna i ja w
ogóle mam taką skazę na rozstania, wyjazdy, zakończenia - strasznie mi żal!
Niestety, nie mam już czasu przed rokiem szkolnym, trzeba wszystkiego w
Katowicach dopilnować, a wydawało mi się że jestem wolna, jak przysłowiowa
dzika świnia na zakręcie! otóż i mnie się wakacje kończą... (
Wrzucam jeszcze dwie wyprodukowane "tam" przez Anię śmieszne sytuacje:
1.
Smażę naleśniki i rozmawiam z Anią o czekającej ją od września szkole, ona się
boi (bo "weteranki" ze starszych klas straszą na podwórku ile wlezie!) a ja na
to:
"Ach, jak chciałabym chodzić teraz do szkoły"
Ania odrzekła:
"A ja chciałabym być teraz tobą"
"Chciałabyś być już dużą mamą, czy.."
Ania w tym momencie chciała coś powiedzieć, ale ja dokończyłam:
"...czy smażyć naleśniki jak ja teraz?"
Ania chwilkę pomilczała, a na moje "no co?" odpowiedziała obrażonym stanowczym
tonem:
"Teraz już o tym nie rozmawiamy! Zepsułaś mi temat!"
I wyszła.
2.
Druga Babcia przysłała nam jakieś zaległe zdjęcia. Przybiega do mnie Anka ze
zdjęciem w garści i żałosnym komunikatem "Mamo, to zdjęcie jest o-krop-ne!!!",
patrzę: kolorowy pokój Ani, ona z misiem Bartkiem na kolanach siedzi przy swoim
nowym oliwkowym biureczku, które właśnie dostała na urodziny, ślicznie się
uśmiecha, słoneczko świeci, na biurku kwiatki w wazonie, jednym słowem słodko,
że się nie da bardziej, więc pytam o co chodzi. "No jak to?!"- zawołała z
rozpaczą – "Przecież Bartusiowi wcale nie widać oczu!!!". Bartuś to miłość od
pierwszego wejrzenia i na zabój, cokolwiek Ania robi, zawsze z Bartkiem pod
pachą, do przedszkola go jedynie nie zabiera, bo pani nie pozwala go sadzać
przy stole, kiedy dzieci jedzą (niedobra pani!), więc mam przykazane się nim w
domu dobrze opiekować, najlepiej puścić mu bajki, żeby mu się nie nudziło, no i
rzecz jasna mówić do niego. Obrywa mi się czasem, kiedy po powrocie Bartek jest
w niegodnym miejscu albo niegodnej pozycji lub też, nie daj boże, jedno i
drugie! Najgorzej jest kiedy brat Marek traktuje Bartka jak zabawkę, tarmosi
go i podrzuca; cóż, musieliśmy uznać Bartka za członka rodziny i kiedy w środku
nocy nagle Bartek "zaginie" nie ma zmiłuj się, trzeba wstawać i go szukać!

pozdrowionka

Jola
mama Marka, Ani i Madzi (25.05.04)
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13243231

Bylismy w Scheherezade we wrześniu i mamy z niego miłe wspomnienia.Na pewno
jakość tego hotelu jest adekwatna do ceny.Pokoje są schludne i codziennie
sprzątane.Klimatyzacja działa, ale wieczory były już raczej chłodne więc nie
była nam potrzebna.Pokoje mają balkony i są położone od strony morza, które
cudonie szumi.Śniadania są faktycznie bardzo monotonne,ale za to kolacje bardzo
dobre.Wybór jedzenia naprawdę duży, w trakcie wycieczki na sahare rozmawialiśmy
z klientami innych hoteli i oni to faktycznie mieli monotonne jedzenie! Jak juz
ktoś napisał-jest zupa i kilka rodzajów mięsa, jakieś danie rybne oraz różne
surówki i gotowane warzywa.I oczywiście deser-owoce lub słodkie ciastka i
budyń, który jest pyszny.W basenie jest bardzo zimna woda ale jest czysty i
chlorowany.Do plaży prowadzi ścieżka wzdłuż której rosną krzewy oleandrów.Plaża
jest zwykle mocno zatłoczona więc żeby mieć dobre miejsce dobrze jest się udać
tam zaraz po śniadaniu.Poza tym, choć leżaków jest mnóstwo, to niestety brakuje
materacyków na leżaki i trzeba je wcześnie zajmować.Z czystością na plaży jest
różnie-trochę tak jak nad Bałtykiem-leżą niedopałki papierosów, papierki itp.co
niestety świadczy o kulturze klientów hotelu, gdyż na plaży są kosze na
śmieci.Wybeirając się do tego hotelu i Tunezji wogóle trzeba pamiętać, że to
jest zupełnie inna kultura i nie przejmować się tak bardzo różnymi rzeczami.Np
tym, że w hotelu firanki w jadalni wyglądają ładnie tylko w świetle lampek,
nielicznych zresztą, a w dzień widać na nich plamy i pęknięcia.A także tym, że
kelnerów trzeba wołac kilka razy i że noszą powycierane na tyłku i powypychane
na kolanach spodnie.Warto skorzystać z hotelowego sejfu, co prawda w trakcie
naszego pobytu nie słyszałam by komuś coś zginęło, ale warto na zimne
dmuchać.Oni tam zarabiają naprawdę śmieszne pieniądze i wszystko można załatwić
za napiwki.Animacje są momentami żałosne, ale nikt nie zmusza do udziału w
nich. Za to ciekawe są rózne wieczorki, zwykle 1- 2 razy w tygodniu-u nas była
tancerka brzucha i fakir.Jest "nadworny fotograf"który robi zdjęcia gościom w
najmniej spodziewanych monetach.Można je następnego dnia nabyć za 2
dinary.Jeśli chodzi o jedzenie to nie warto kupowac niczego od arabów
chodzących po plaży-jest 20 razy droższe.Po wyjściu z hotelu należy skręcić w
lewo i iść, aż do małego ronda-tam skręcić w prawo.Na tej ulicy są sklepiki,
gdzie można kupić tanie owoce i produkty spożywcze oraz knajpki z miejscowym
fast foodem.Uwaga bo jedzenie przygotowuje się w mało higienicznych warunkach i
lepiej na to nie patrzeć, ale smakuje super ;)Mogłabym pisać i pisać na temat
tunezji bo to ciekawy kraj i warty obejrzenia.Podsumowując-hotel nie jest
luksusowy i lepszy dla osób które chcą po prostu dobrze się bawić nie zwracając
uwagi na drobiazgi.Wogóle wyjeżdżając do Tunezji trzeba zaopatrzyć się w dużą
ilość poczucia humoru.Jak ktoś ma pytania o tym kraju chętnie odpowiem.

Super wątek!!! Mam takie wspomnienia, w mojej podstawówce nazwyało się to "ZPT -
zajęcia praktyczno - techniczne" i dziewczynki miały je osobno od chłopców.
Dziewczyny uczyłą Pani Szpula - Cebula, a chłopców Pan Druciarz. :)))
Szpula - Cebula - anegdota:
Pani baaaardzo lubiła haftowac i wciąz na kolejne zajęcia przynosiła nam swoje
dzieła, a poza tym kiedy uczyłyśmy się szyć na maszynach do szycia, kto
zapomniał nici - pani dawała szpulkę :))) Cebula - to z cyklu zajęć o
gotowaniu, pani na każdym kroku podkreślała, ze cebulę w jej domu kroi mąż (z
wielką dumą to mówiła...) :)))
Pan Druciarz - anegdota - Pan uwielbiał wyroby z drutu, czy jak to tam zwał, a
chłopcy musieli najczęściej robić podstawki z grubego drutu pod garnki lub
żelazka :)))

Zajęcia nt. szydełkowania i haftu mnie nudziły i starsznie denerwowały, bo na
etapie podstawówki byłam zafascynowana zawodem mechanika samochodowego :)))
Zajęcia z robieniem sałatek, budyniów, kisieli itp. kulinarnych rzeczy bardzo
lubiłam, ponieważ już gotowałam w domu, więc była niezła frajda. Pamiętam jak
się nosiło produkty na te sałatki itp. - w pudełku lub woreczku - jajeczko,
sałata, pomiodorek i tak się trzymało 6 lekcji w torbie , bo ZPT -y były
ostatnie :))) Pamiętam, że kiedy trzeba było zrobić ubranka dla lalek na
szydełku czy haftowane (mereżka brrrr)- mama mi takie rzezcy robiła, a fe, ale
dostawałam 5!
Wszystko do czasu, ok. 7 klasy podstawówki zaczęłam popadać w skrajną
indywidualność i ubierałam się baaaaaardzo dziwnie, samodzielnie cięłam i
szarpałam sobie dżinsy aby je później wysprajować na kolorowo, to samo z
koszulkami i trampkami. Wraz z koleżanką zaczęłyśmy robić na szydełku różne
dziwaczne, kolorowe rzeczy. To chyba z przekory, bo kiedy musiałam coś zrobić
na szydełku to byłam chora, a kiedy chciałam - bardzo lubiłam. W tamtych
czasach bardzo modne były takie torebeczki, które nosiło się na szyi, chyba ze
skaju, czy z łatek, nosiło się w nich legitymację szkolną, klucze, pieniążki,
pewnie pamiętacie coś takiego... My robiłyśmy takie torebeczki na szyję ale na
szydełku, jako zapięcie służył ogromny guzik. Były takaaaakie śmieszne, jak to
wspomnę to aż się wzruszam, obdarowałyśmy nimi koleżanki i kolegów z klasy, a
ludziskom z innych klas... sprzedawałyśmy :))) Biznes się krecił dopóki nie
wpadłyśmy na inny pomysł - robienia kartek okolicznościowych, a że wówczas
wszelkie ozdoby i inne takie drobizagi upiększające kartkę, nie mówiąc już o
kolorowym kartonie itp. były trudno dostępne - uwaga - uwaga! - zbierałysmy
opakowania po słodyczach i pieczołowicie wycinałyśmy jakies kwiatki z papierka
po czekoladzie :) Oczywiście okolice świąt i urodzin obfitowały w nowe
zdobycze :)
W tamtym czasie również "wycyganiłam" od babci stary album na zdjęcia, taki z
czarnymi brystolowymi kartami, powycinałam te karty do równej wielkości, na
kartach białą kredą wymalowałam cuda i powiesiłam sobie na ścianie w pokoju,
taka dziwaczna galeryjka :)) Było co podziwiać hahahaha!

A później juz zaczęło się artystyczne liceum i tu już nie było przypadku, i
chciało mi się, i robiłam różne dziwne, bardziej i mniej przydatne rzeczy, z
projektowaniem ciuszków i szyciem na czele...

Reasumując, niewiele pamiętam czego mnie szczególnego nauczono na zajęciach
praktycznych, ale pamiętam, że było śmieszno czasem :)

Gość portalu: k2 napisał(a):

> A moim sektor usług...

Sektor usług to jest masa różnych firm. Gdyby tak liczyć to i w Lublinie sektor
usług zatrudnia kilka radzy więćej ludzi niż UMCS.

> Nie porównuj, włókiennictwa w Łodzi z DU w Lublinie, bo to jest śmieszne:)
Nie to liczby, nie takie wykształcenie... DU nie zatrudnialo w zakładzie na
> przykład samych mechaników samochodowych, a jeśli chodzi o włókiennictwo to w
> ogromnej większości to szwaczki - zawód, który obecnie praktycznie nie
> istenieje.

I to też może wina Pruszona?

> A ja znam takich co wyjechali(?) To, że wykształceni ludzie opuszcają Lublin
> żeby pracować w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu nie podlega dyskusji.

Ale do Lublina przyjeżdżają wykształceni ludzie z Rzeszowa, Stalowej Woli,
Białej Podlaskiej, Chełma itp. Czyli się wyrównuje.

> Przepraszam, mój błąd - Manufaktura a nie Fabryka:). Dla porównania
Manufaktura 221 samych sklepów, plus pozostala powierzchnia... a Galeria
Tesco?:D

A Lipowa A Olimp to co

: Ludzie wolą oszczędzać? Polecam wybranie się na juwenalia, na jakiś
podrzędny zespół,
> zobaczysz ile ludzi się bawi. Poza tym bawiąc się nie trzeba przepijać kasy.

W Lodzi jest piwo za darmo rozumiem

> Ścieżki? Kilka ścieżek nie załatwi sprawy, poza tym trzeba je budować z
głową, a nie tak jak teraz...

Co ty chcesz od sciezki od skansenu do Kazimierza w Lodzi nie ma takich
pieknych krajobrazow

> Tabor jest porównywalny, jeśli nie lepszy niż ten w Lublinie.

W Lublinie nie ma tramwajow. Na szczescie.

Co ciekawe, z
> komunikacją miejska mam dość dużo doczynienia i to nie od strony pasażera i
> powiem Ci że te ikarusy są tak wyremontowane, że jeżdża lepiej niż część
> naszych Neoplanów czy Jelczy.

Ale smrodza.

Poza tym polecam pooglądać zdjęcia tramwajów z
> Łodzi... nie takie one stare.

Ale sie telepia bo torowiska sa syfiaste

W ogóle lepiej jest to wszystko ZORGANIZOWANE (a
> to należy do miasta) - autobusy jeżdża co określony czas, np co 10 minut, a
od 19 co 15minut, a bilety sa mimo to tańsze niż u nas.

Ze co ty chrzanisz durnoty

> Tak, dzieciom i młodzieży potrzebna hala za 36 milionów złotych.

jest potrzebna jak najbardziej wlasnie im.

> Po taką
> cholerę, że Lublin jest największym miastem na wschodzie Polski i powinien
> równać do najlepszych. Nie uważasz, że imprezy sportowe na wysokim poziomie
są doskonałą promocją miasta?

Nie uwazam. Czy Leczna jest jakos super wypromowana przez mecze pilkarskie?

> Porządny no potrzeby Łęcznej, a nie Lublina.

Nikt nie zabrania jezdzic na mecze z Lublina do Lecznej.

> Nie samo bezrobocie się liczy...

Gdyby Lublin mial wyzsze bezrobocie niz Lodz, to twierdzilbys ze bezrobocie sie
liczy.

> A Ty jesteś małomiasteczkowy ;)

A ty jestes kolejny hrabia wielkomiejski

>Lublin jest największym miastem po prawej
> stronie Wisły i powinien być metropolią, dlatego musi mierzyć znacznie wyżej.

Co? Moze stolica Polski powinien zostac?

> Swoją drogą uważam, że minimalizm jest największą wadą Pruszkowskiego.

Pruszkowski nie jest zadnym minimalista. Nikt przed nim nie wyremontowal tyle
ulic w Lublinie, a szczegolnie w polnocnej czesci miasta.

> Zagadka: Kiedy według Pruszkowskiego Lubelszczyzna przestanie być
> najbiedniejszym regionem Unii Europejskiej? :)

Juz nie jest.

Witam!
U nas dziś świeci słoneczko, ale chyba pogoda zacznie się zmieniać, bo zaczyna
wiać
Czytałam wczoraj wieczorem wszystkie zaległe weekendowe posty, ale nie zrobiłam
notatek i jak to ze sklerozą bywa-nie pamiętałam co napisać i dziś rano
czytałam znowu wszystko...

ingga-super, że Martusia nie ma żadnych pasożytów. A zdjęcia Matika umieszczę w
"Kurniku" jak tylko się tam zarejestruję. Słowo harcerza

majjola-to, że zabrałaś Majkę na tę wystawę świadczy o tym,że wbrew sloganom
reklamowym poświęcasz jej wiele czasu i do tego dbasz bardzo o jej rozwój
duchowy

kj74-Inga na zdjęciach jak zwykle powalająca! Trzymam kciuki za starania, bądź
co bądź miałyśmy zacząć w tym samym czasie, ale ja muszę z tym poczekać chyba
do następnej wiosny.
A co do jedzenia różnych śmieciuchów na spacerze, to my wczoraj zaliczyliśmy
stokrotki i jakieś nasionka (coś w stylu brzozy)
Choć nie wiem co się wydarzyło w sobotę, to cieszę się, że już wszystko ok.

yasmin-no po takim pechu to już nic złego Cię nie może spotkać, limit
nieszczęść wyczerpany na co najmniej 100 lat! A Matik poprzednio sypiał mi 2xpo
1,5-2 godzin i to mi chyba bardziej pasowało niz jedna taka długa drzemka. Ale
(nie chcę na razie zapeszać) chyba wraca do swego poprzedniego cyklu dziennego,
bo dziś śpi jak dawniej.

mamomisiaczka-Matik już jakiś czas temu wołał na wszystkie napotkane ptaszki ko
ko, a teraz doszło jeszcze kwa kwa, gę gę i takie śmieszne warczenie udające
gruchające gołąbki. Taki więc michasiowe ko ko to dopiero pzygrywka

myfmyf-spoglądałam przed momentem na Onet i jutro ma być całkiem znośnie, więc
może jutro spacerek w Parku Oliwskim. Tak 11-1:30, w tym miejscu co ostatnio.

kaka73-głowa do góry, wszystko się Wam ułoży. Teraz tylko musisz dbać o siebie
i fasolkę. No i oczywiście witamy Karolcię w gronie tuptusiów

kasiaromek-Gratulujemy Michasiowi 4 ząbka, u nas nadal bez zmian-mamy całe 8. A
co do pasty to Ci niestety nie pomogę, bo sami używamy tylko wody, choć może to
już czas na jakąś pastę...

cloud-ac-grrrrrrrratulacje dla Sarrrrry )

jollyg-wszyscy są dobrymi doradcami z oddali, ale to przeciaż Ty znasz Hanutę
naj;e[iej, więc nie przejmuj się gderaniem i rób swoje Nieustającej wiosny
życzę

baszaj-gratuluję Kubusiowi pierwszych samodzielnych kroczków, super widok,
nie?

ola2004-wspaniałej zabawy w sobotę

aania79-zdjęcia super, no ale w końcu jakie modelki, takie i fotki

kali_jj-trzymam kciuki, żeby kłopoty z A. były tylko przejściowe i żeby u Was
też zawitała wiosna.

A u nas weekend minął bardzo sympatycznie, no i oczywiście zdecydowanie za
szybko. W sobotę znowu (po kilkumiesięcznej przerwie) zaczęliśmy przygodę z
basenem. Matik był baaardzo zadowolony, chlapał się jak mała kaczucha A
popołudniu mieliśmy mały kinderbal i Tak się Matikowi podobało, że nawet nie
protestował jak mu dzieci zabierały zabawki. Był cały przeszczęśliwy, że miał
takie towarzystwo do zabawy
Wczoraj byliśmy na spacerze ze znajomymi i znów Matik był w swoim żywiole,
dwoje kompanów do zabawy Niestety niedziela zakończyła się nam dość
nieprzyjemnie, bo wieczorem Matik przylutował policzkiem w kant ściany i dziś
chodzi z piękną filetową śliweczką
No a dziś czekają nas chyba pierwsze postrzyżyny

Mam jeszcze pytanie ( na koniec tej dłuugaśnej epistoły, ciekawe która wytrwa
do końca ) do mam podających jogurt z kaszką. Jak go podajecie, czy mieszacie
suchą kaszkę w jogurcie, czy też najpierw kasza na wodzie, a potem do jogurtu?
Chciałabym dać coś takiego Matikowi, ale nie wiem jak do tego podejść.

Dobra kończę już,
Gosia